"W tym roku moje dziecko już tam nie pójdzie!". Rodzice mają dość i uciekają ze szkół

Kacper Peresada
Rodzice się boją. Wydaje mi się, że to zdanie nie jest przesadzone w dzisiejszym świecie. Panuje pandemia, liczby zakażeń rosną każdego dnia, a nasze dzieci muszą jakoś radzić sobie w rzeczywistości, która jest zarówno dla nich, jak i dla nas szalenie obca. Jako rodzice staramy się więc podejmować możliwie najlepsze decyzje w kwestii ich wychowania. Decyzje, które normalnie nie byłyby od nas wymagane.
Nauczanie domowe w czasach pandemii. Jak odejść ze szkoły? fot. Annie Spratt / Unsplash

Czy szkoły są bezpieczne?

Często analizujemy to, jak powinna wyglądać edukacja naszych pociech, rzadko kiedy musieliśmy jednak żonglować tym, czy dziecko ma nadal chodzić do szkoły, czy raczej zostać w domu i robić wszystko, co się da, aby "nie zmarnować sobie przyszłości".

Aktualnie nauka odbywa się w szkołach. Przynajmniej w niektórych. Sanepid i rząd udają, że wszystko jest w porządku i nie mamy czym się martwić. 10 tysięcy zarażonych w ciągu ostatnich 24 godzin to żaden problem, a my powinniśmy się radować z tego, że nauczyciele, uczniowie i ich bliscy są cały czas narażeni na chorobę. Wiele szkół boi się reagować na przypadki koronawirusa w swoich ścianach. Wiedzą, że rodzice nie czują się na siłach przy przejąć edukację dzieci.

Zagrożona przyszłość

Już teraz wiele firm, szkół wyższych, a nawet liceów ma świadomość, że uczniowie, którzy uczą się do zawodu w dzisiejszych specyficznych czasach, będą o wiele słabiej przygotowani do życia niż ich poprzednicy. Moja znajoma podkreśliła, że wielu weterynarzy już teraz nie ukrywa, że jeśli zobaczą, że studenci kończyli swoje uczelnie w 2020/21 roku będą mieli marne szanse na zdobycie pracy, o ile nie pokażą, że robili wszystko, aby nadrobić gigantyczne zaległości, które u nich wystąpiły.


Czytaj też: Nauczyciele ich nie lubią, inni rodzice uważają za wariatów. Powód? Wybrali edukację domową

Problem niestety jest gigantyczny. Chociaż mieliśmy kilka miesięcy, aby przygotować się do nauczania naszych dzieci w domach, zaufaliśmy rządzącym. Myśleliśmy, że wszystko będzie ok, a nasze dzieci normalnie wrócą do nauki i będą jechali autostradą ku świetlanej przyszłości.

– Dwa tygodnie temu zdecydowałem, że mój syn nie będzie chodził w tym roku do szkoły – wyjaśnia Tomasz. Decyzja ta zapadła po tym, jak szkoła poinformowała rodziców, że bliska rodzina kilku uczniów z 6 klasy podstawówki zaraziła się koronawirusem. Jednak sanepid nie wyraził zgody na zmianę systemu nauczania, wyjaśniając, że podstawą do takiego działania byłaby jedynie choroba samych uczniów. Chwilę później w klasie szóstej pojawił się pierwszy przypadek zarażenia, potem w klasie piątej, siódmej i ósmej, klasie syna Tomasza.

Koniec ze szkołą, czas na edukację

Jego syn w tym momencie nie chodził już do szkoły. Tomasz mieszka razem z żoną i matką i robi wszystko, aby choroba nie dopadła żadnej z nich. Gdy usłyszał, że istnieje, chociażby najmniejsze ryzyko, że syn mógł mieć kontakt z dzieciakami, w których rodzinach wystąpiła choroba, zdecydował się szybko odciąć. – Szkoła działa według rozporządzeń, dlatego nie chcieli zamykać się po pierwszy przypadkach. Wprowadzili nauczanie zdalne tylko dla klas, w których byli chorzy. Dla mnie to głupota, bo można udawać, że te dzieci nie mają ze sobą kontaktu, bo uczą się na innych piętrach, ale nie wierzę, że się ze sobą nie mieszają mniej lub bardziej.

Przyznaje, że ma szczęście. Szkoła syna jest placówką prywatną. Idzie się dogadać i ustalić, jak ma wyglądać jego nauczanie. Nikt w końcu nie będzie robił problemów człowiekowi, który od kilka lat przelewa tysiące złotych na ich konto. Zresztą od początku roku szkolnego zarówno on, jak i syn dosyć często korzystali z dodatkowych spotkań z wychowawcą i nauczycielami wykorzystując internet. Tomasz po tym, jak wyglądała końcówka siódmej klasy, nauczył się też bardziej przykładać do wspierania chłopaka w nauce. Zwłaszcza że ten rok jest przecież dla niego szalenie ważny. To od najbliższych kilku miesięcy zależy czy syn trafi do wybranego przez siebie liceum.

Czytaj też: Oto, czego każdy rodzic powinien nauczyć się od osób uczących dzieci w ramach edukacji domowej

On sam zna kilku rodziców, którzy zdecydowali się od najmłodszych lat na naukę w domu. Liczba uczniów, którzy są nauczani w domu w tym momencie to niecałe 15 tysięcy. Liczba zaskakująco niska biorąc pod uwagę to, co dzieje się w polskim szkolnictwie. Tomasz jednak wie, że bez odpowiedniego podejścia i przygotowania się, dla wielu dzieci nauczanie w domu może skończyć się tragedią. – Potrzebujesz wsparcia innych ludzi. Z tego, co wiem, dużo osób po prostu łączy się w takie mini szkoły. Jeden rodzic ogarnia matematykę, inny biologię, jeszcze inny polski i pomagają sobie nawzajem, aby utrzymać odpowiedni poziom.

Czas na działanie

Wielu rodziców coraz głośniej mówi o tym, że prawdopodobnie zdecyduję się na taki sam ruch. Kompletną rezygnację ze szkół. Naukę w domu pod opieką rodzica. Nie wierzą, że dzieciaki są w stanie uczyć się w warunkach, jakie aktualnie panują w klasach. W niepewności czy kolejne zajęcia w ogóle się odbędą. W oczekiwaniu czy nauczycielka nie pójdzie na miesięczną kwarantannę. – Młodzi potrzebują stabilności, a polskie szkoły w trakcie pandemii nie są w stanie im jej zapewnić.

Tomasz dodaje, że w ciągu najbliższych dni będzie próbował załatwić synowi oficjalnie prawo do nauczania domowego. Niektórzy nauczyciele kręcą nosem na to, że chłopak nie pojawia się w szkole, więc chciałby w ten sposób wytrącić im z rąk argument o tym, że brak obecności syna na lekcjach może mieć wpływ na ocenę.

Czytaj też: Tęczowy piatek wychodzi poza szkołe. Przemek Staroń poprowadzi lekcje dla wszystkich uczniów w kraju

Czy planuje podtrzymać nauczanie w domu w liceum? Nie. – Wierzę, że gdy zacznie się przyszły rok szkolny, będziemy mieli już szczepionkę, więc nie będzie takiego ryzyka, że znowu w środku pierwszego semestru wszystko się posypie – odpowiada. Dodaje, że nadal będzie jednak czuwał nad nauką syna. – Jeśli czegoś nauczyła mnie ta pandemia to tego, że powinienem go wspierać bardziej, niż to robiłem przez wcześniejsze lata nauki. Pomożemy sobie sami, skoro nikt inny nie chce tego zrobić po prostu.

Przyznaje, że jedyne czego żałuje to, że czekał. Jednak ósma klasa jest tak ważnym momentem w życiu młodych ludzi, że po prostu nie chciał pogrywać przyszłością syna. Okazuje się, że popełnił błąd. – Powinniśmy siedzieć w domu. Uczyć się, grać w gry i nie przejmować się tym, że zaraz wszystko pójdzie w cholerę.

Jak dostać zgodę na edukację domową?

Każdy rodzic musi przygotować wniosek o zezwolenie na edukację domową. Nie ma jednego wzoru, więc najlepiej, abyście poprosili o niego w szkole albo przedszkolu. Musicie też zdobyć opinię z poradni psychologiczno-pedagogicznej, jak i oświadczenie, w którym napiszecie, że zapewnicie dziecku odpowiednie warunku do spełnienia podstawy programowej. Razem z tymi dokumentami musisz też złożyć zobowiązanie, w którym napiszesz, że twoje dziecko będzie przystępowało do rocznych egzaminów kwalifikacyjnych. Tutaj też nie istnieje jeden wzór na to pismo, więc wystarczy, że napiszecie je samodzielnie.

Zestaw dokumentów dostarczacie szkole, do której uczęszcza dziecko. Nie ma ograniczeń co do terminu złożenia wniosku.