"Szkoły wstrzymały rekrutację. Nie wiemy, co dalej". Dla tych rodziców kwarantanna to wielki problem

Kacper Peresada
Mój syn ma pewne problemy behawioralne, więc niestety nie chciały przyjąć go podstawówki, które dla niego wybraliśmy – mówi Michał. Razem z żoną poświęcili kilka miesięcy na poszukiwanie idealnej szkoły. Chodzili na egzaminy, spotykali się z psychologami, ale w kluczowym momencie poszukiwań stało się coś, czego nie mogli przewidzieć – szkoły się zamknęły.
Fot: Kelly Sikkema/Unsplash
– Tomek ma problemy w kontaktach z rówieśnikami. Kłóci się, obwinia o rzeczy, które mu nie wychodzą, nie radzi sobie z porażkami – tłumaczy Michał.

– Zaczęliśmy z nim chodzić na TUS-y, to "Technika Umiejętności Społecznych", zajęcia, które pomagają osobom nieprzystosowanym w radzeniu sobie w szkole czy w pracy.

– Zdążyliśmy pójść tylko na jedno spotkanie, tydzień później wszystko zamknięto z powodu pandemii. Te zajęcia miały pomóc w negocjacjach ze szkołami, które odmawiały przyjęcia ich syna.

– Mogliby dać mu szansę, bo widzieliby, że pracujemy z nim nad jego problemami. Pandemia sprawiła, że wszystko zostało zamknięte. Od dwóch miesięcy moje dziecko siedzi w domu i dziczeje – rozkłada ręce Michał.


Czytaj też: "Dzieci są takie same. To rodzicom odbiło". Nauczyciel z długim stażem mówi gorzko o nas, dorosłych

Ostatnie tygodnie przedszkola dla każdego dziecka są stresujące. Zarówno wychowawcy, jak i rodzice przygotowują kilkulatki do wejścia w świat szkolny.

Dzieci wiedzą, że czeka je wielka zmiana. Z sal, w których bawią się z przyjaciółmi, mają przenieść się do ławek i zacząć naukę. W przypadku kilkulatków z problemami behawioralnymi te ostatnie tygodnie przedszkola są szalenie istotne.

– Chodzi o przygotowanie ich do tego, co je czeka. Dla wielu dzieci pójście do szkoły to szok – mówi Michał i dodaje, że w mediach rzadko się mówi się o najmłodszych w tym kontekście.

– Wszyscy dyskutują o problemach ósmoklasistów czy maturzystów, ale maluchy też napotykają na problemy. Zwłaszcza te, które muszą sobie radzić z ADHD czy będące na spektrum autyzmu.

Praca w domu oczywiście może pomóc dzieciom w przygotowaniu do rozpoczęcia nauki. To nie edukacja jest największym problemem w tym przypadku.

– Łatwiej uczyć 7-latka matematyki czy czytania niż siedzieć z nastolatkiem nad fizyką. Natomiast strona mentalna to koszmar – opowiada Michał. Jego zdaniem są takie sytuacje, w których bez wsparcia profesjonalisty kilkulatek nie jest w stanie sobie poradzić.

– To nie powód do wstydu – dodaje mój rozmówca. – Staram się być dobrym ojcem, ale nie jestem psychologiem. Nie znam się na pewnych aspektach dziecięcej psychiki, kocham mojego syna i dlatego szukam wsparcia w ludziach, którzy mają odpowiednią wiedzę.

W marcu Michał rozmawiał z trzema szkołami podstawowymi. Mieli pojawić się na spotkaniach z psychologiem, aby ocenić, czy jego syn się nadaje. – Niestety wszystkie szkoły odwołały spotkania i nie ma możliwości, aby się do nich dostać.

Michał jest przerażony. Ma świadomość, jakie ryzyko wiązałoby się z czekaniem, aż kwarantanna w Polsce zostanie ostatecznie zniesiona. – Jeśli będziemy zwlekać z podjęciem decyzji, nasz syn nie dostanie się do żadnej szkoły. Będziemy w dupie – mówi wprost.

Zależy mu, aby jego syn wiedział, do której szkoły będzie chodził. – On potrzebuje poczucia pewności. Jeśli miałby się dowiedzieć o swojej nowej szkole w lipcu albo sierpniu, dla niego byłaby tragedia.

– Dla Tomka szalenie ważna jest świadomość tego, że przyszłość jest przewidywalna. Potrzebuje jasnych planów, których nie wolno zmieniać. Nawet małe zmiany powodują u niego furię – tłumaczy Michał.

Chciałby puścić syna do szkoły publicznej, ale wie, co to oznacza. – Dla Tomka, dla kolegów z klasy i dla nauczycieli to byłby po prostu koszmar. Jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji, że możemy szukać szkół prywatnych, przynajmniej do niedawna mogliśmy.

Michał nie wie, co zrobić, jest w kropce. – Chciałbym po prostu wybrać miejsce, które będzie odpowiednie dla mojego dziecka. Nie wiem, czy teraz to w ogóle wykonalne.