"60 złotych dziennie na życie? Na wszystko mi starcza". Postanowili: chcemy żyć za pensję minimalną

Aneta Zabłocka
Kto wybrałby najniższą pensję, gdyby bez trudu mógł zarabiać więcej? Moi rozmówcy zdecydowali, że wolą mieć mniej. To była świadoma ich decyzja. Co kieruje ludźmi, którzy dziennie wydają na życie mniej niż kosztuje obiad w przeciętnej restauracji?
Fot: Dominik Scythe
Najpierw liczby: najniższe wynagrodzenie w 2020 roku w Polsce wynosi 2600 złotych brutto, czyli 1878 złotych netto. To średnio 60 złotych dziennie na wszystkie potrzeby – od mieszkania po ubranie i wszystkie opłaty.

Wiele osób w Polsce musi przeżyć za takie pieniądze. A jest też druga grupa, to osoby, które żyją za minimalną pensję z wyboru, a nie dlatego, że brak im kwalifikacji czy wykształcenia. Taką podjęli decyzję, nauczyli się wydawać na życie jak najmniej.

Nie chcę startować w wyścigu

– Jeśli ktoś mieszka w domu, może bardzo ograniczyć koszty życia. Mieszkanie w bloku czyni z ciebie niewolnika płatności, na które nie masz wpływu – mówi Piotr. Kiedyś mieszkał w dużym mieście, pracował w firmie ubezpieczeniowej i rozważał wzięcie kredytu na mieszkanie. W pewnym momencie wciągnął go ruch antysystemowy. Był zmęczony staraniem się o lepsze życie dla siebie i swojej przyszłej rodziny.


– Czy naprawdę muszę to wszystko mieć? – pyta mnie. – Najważniejsze jest zaspokojenie potrzeb podstawowych, takich jak jedzenie, dopiero wtedy można myśleć o potrzebach wyższego rzędu. Ja chciałem mieć wszystko na raz i to mnie wykańczało.
Fot. Mick Haupt/unsplash
Piotr nie ma obecnie stałej pracy. Sprzedaje warzywa ze swojego ogrodu, robi naprawy sąsiadom. Zajął się stolarstwem, najpierw dla przyjemności, ale szybko znalazł, która wkrótce znalazła swoich klientów. Zimą łapie się tymczasowych zajęć, pracuje jako magazynier albo ochroniarz.

Czytaj też: Życie w kamperach, bez stałej pracy czy kredytu. Antysystemowcy mówią: tak wygląda prawdziwa wolność

– To pozwala mi się uwolnić od myśli o ciągłym zarabianiu i od przekonania, że człowiek wart jest tyle, ile ma w portfelu – tłumaczy mi. – Proste życie, proste przyjemności, to jest najważniejsze.

Mój rozmówca wyprowadził się do domu na wsi. – Nie budowaliśmy go, bo to duże koszta i papierkologia. Kupiliśmy gotowy, wymagał lekkiego remontu – opowiada.

– Ograniczenia istnieją tylko w naszych głowach. Umiem gotować, upiec chleb, wędzić, uprawiać warzywa czy robić proste naprawy. Gdybym musiał to wszystko kupić, co miesiąc wydawałbym mnóstwo pieniędzy – wylicza Piotr.Fotowoltaika na podwórku pozwala mu ograniczyć koszty energii do minimum.

– Wiesz, jak wygląda szkolenie dla ubezpieczycieli? – pyta mnie Piotr. – Koleś w garniturze motywuje cię do wyciągania pieniędzy od klientów. Mówi, że ludzie wydadzą więcej, jeśli powie się im o zagrożeniach, które mogą spotkać ich rodziny, ale najwięcej, jeśli usłyszą, że ktoś może okraść ich dom, albo go zniszczyć – tłumaczy Piotr. – To pokazuje, jak bardzo wkręciliśmy się w posiadanie.

Nie mam Ferrari, podróżuję

Czy da się przeżyć za mniej niż najniższą pensję? – Tak – przekonuje mnie Kamil, mój kolejny rozmówca. – Udało mi się zejść do 200 złotych miesięcznie. Tylko raz, to było bardzo trudne – mówi. – Jednak dzięki temu eksperymentowi zrozumiałem, że wielu rzeczy nie potrzebuję.

– Znasz ten żart o tym, że każdy palacz mógłby kupić sobie Ferrari, gdyby odkładał pieniądze, zamiast wydawać je na papierosy? – śmieje się Kamil. – Nie mam auta, ale dzięki oszczędnemu życiu stać mnie na to, by każdego lata rzucić robotę, wziąć plecak i wyruszyć w świat.

Pytam go, ile obecnie wydaje na życie. – Nie przekraczam tysiąca złotych – odpowiada. Kamil wynajmuje pokój, nie kupuje ubrań, jeśli nie musi, wybiera darmowe rozrywki na świeżym powietrzu.

– To dla mnie model optymalny. Styl życia zależy od tego, na co cię stać. Ale przecież sam mogę ustalić, co jest dla mnie priorytetem, a z czego mogę bez żalu zrezygnować – podkreśla.

Uciekamy z Polski

Po co żyć za minimum? Niektórzy stawiają sobie cel: odkładamy.

– Planujemy z żoną bardzo wczesną emeryturę – opowiada mi Andrzej. Zarabiają łącznie około siedmiu tysięcy złotych, ale zdecydowali się maksymalnie ograniczyć wydatki, bo za 20 lat chcą kupić dom we Włoszech i żyć z oszczędności.

Do niedawna byli przyzwyczajeni do całkiem wygodnego życia. Mieszkają w dużym mieście, dwa razy w roku jeździli na wycieczki za granicę, mieli samochód, czasami chodzili do restauracji. – Nic specjalnego, ale nie przejmowaliśmy się bardzo kosztami życia. Myśleliśmy też o tym, żeby odłożyć coś dzieciom, ale 500+ rozwiązało ten problem, teraz odkładamy im na lokatę właśnie pieniądze z tego świadczenia – tłumaczy Andrzej.

– Za zakupy odpowiada moja żona. Dogadała się z panią na bazarze, że będzie od niej brała podniszczone warzywa. Robi z nich przeciery, gotuje buliony i zamraża. Nie mam wrażenia, że jemy gorzej, wydaje mi się, że nawet lepiej – chwali się Andrzej. – Miesięcznie bez problemu mieścimy się w 2 tysiącach złotych. Wszystko, co zostaje, przelewamy na lokatę.

– Oboje pochodzimy ze skromnych domów, więc wiemy jak żyć oszczędnie. Wygodne życie trochę nas rozpieściło. Najwięcej oszczędzamy na jedzeniu, przygotowujemy posiłki w domu, nie jadamy na mieście – tłumaczy Andrzej.

– Napędza nas wizja ta wizja przeprowadzki do Włoch – ekscytuje się. – Rzucaliśmy się jak głupi na ogłoszenia o domach na Sycylii za 1 euro. Przez chwilę byliśmy gotowi kupić któryś z nich i wyjechać, ale w większości są to rudery, a nasz plan jest taki, że chcemy mieszkać w fajnych warunkach. Dlatego czekamy, aż dzieci pójdą na studia i uciekamy z Polski. Sami – śmieje się.