dzieci bawią się klockami
Może przestać mówić dziecku "może". Szkodzisz i jemu, i sobie Fot. Pexels

Brak konkretnych danych i wytycznych stresuje dzieci. Ciągłym powtarzaniem "może" i "zobaczymy" rujnujesz zaufanie, którym obdarza cię twoje dziecko.

REKLAMA
  • Mówienie "może" i "zobaczymy" jest emocjonalną bombą dla dzieci.
  • Brak wyjaśnień jest szczególnie szkodliwy dla niespokojnych i wrażliwych dzieci.
  • Badania pokazują, że niezależnie od wieku odczuwanie leku przed nieznanym prowadzi do wizualizowania sobie negatywnych przeżyć.
  • Czasami łatwo jest dziecku powiedzieć "tak", stosunkowo płynnie udaje się mówić "nie", ale królem rodzicielskiego słownictwa są "może" i "zobaczymy", a za tymi słowami nie kryje się nic dobrego.
    To, czy dzieciaki wyjdą na plac zabaw, zależy od tego, jak szybko zjedzą obiad, czy nie zacznie padać deszcz, czy sprawnie poradzą sobie z lekcjami. Wtedy pojawia się "może". Problem w tym, że to wyrażenie rzadko jest poparte słownym wyrażeniem powodów, które się na nie składają. Rodzice mówią "zobaczymy", żeby zyskać na czasie, nie rozczarować dzieci i mieć po cichu nadzieję, że będą "grzeczne", aby zasłużyć na nagrodę.
    W teorii może to działać, w praktyce jest emocjonalną bombą dla dzieci. Zaczynają się domyślać, co stoi za "może". Nie mają w głowach tego, co rodzice, a ponieważ dorośli nie określają wytycznych, wyobraźnia maluchów pracuje na najwyższych obrotach.

    Nie mów "zobaczymy"

    Brak wyjaśnień jest szczególnie szkodliwy dla niespokojnych i wrażliwych dzieci. W większości przypadków będą one oczekiwały negatywnych wieści od rodzica, co napędza poczucie strachu i lęku.
    Badania pokazują, że niezależnie od wieku odczuwanie leku przed nieznanym prowadzi do wizualizowania sobie negatywnych przeżyć. A przecież rodzina nie jest komórką społeczną, która powinna budzić strach.
    Lepiej mówić dzieciom "nie", bo jest to jasny komunikat, który rozwiązuje problem i nie napędza spirali domyśleń.
    "Może" zachęca dzieci do eksperymentowania na własną rękę. Odpowiedź "zobaczymy" na pytanie, czy możemy wylać mleko na dywan, jest dla nich sygnałem, że mogą to zrobić. Nie ma granic, więc trzeba je stworzyć.
    Rodzic, który ich nie wyznacza i nie daje jasnej odpowiedzi, nie jest w stanie zbudować poczucia bezpieczeństwa u swoich dzieci. Czy to oznacza, że zawsze musisz wszystko wiedzieć i zawsze mieć jedną dobrą odpowiedź?

    Czym zastąpić "może"?

    Nie. Po prostu musisz dawać dzieciom więcej danych i otworzyć się na negocjacje z nimi. "Może" nie jesteś pewny, czy chcesz iść na plac zabaw, nie chcesz im odmawiać, żeby się nie boczyły, ale po prostu nie uśmiecha ci się, stanie na wietrze i grzebanie w piasku. Daj się dzieciom namówić albo ustalcie inny plan. Jednak bądź z nimi szczery.
    Jeśli dobijają cię ich reakcje na "nie", może istnieje szansa, że powiesz "tak", ale innej aktywności. "Tak, pójdźmy na dwór, ale nie na plac zabaw, bo zaraz będzie ciemno/padało i nie chcę odchodzić daleko od domu".
    A w sytuacjach, gdy po prostu nie wiesz, czy uda wam się wyrwać z domu, bo masz za dużo zmiennych dotyczących prania, kończenia pracy zmywarki lub czekasz na telefon z pracy, mów, że odpowiesz im na pytanie o konkretnej godzinie. To jest dokładna informacja, która pozwala dzieciom odnaleźć i umocować się w rzeczywistości.
    Jeśli wyjście na plac zabaw zależy od tego, czy posprzątają pokój, powiedz im o tym. Nie jest to zrzucenie odpowiedzialności na nich, ale nauka konsekwencji i przestrzegania zasad. Oddajesz dziecku kontrolę oraz jednocześnie stawiasz granice. Mówisz "nie" lub "tak", ale szansa na zabawę na dworze zależy ściśle od ich zachowania.
    (Na 75 proc. unikniesz nieprzyjemnego dla ciebie wyjścia na dwór, bo dzieciaki zajmą się zabawą zabawkami do sprzątnięcia).
    A gdy szarpią cię za spodnie, że koniecznie teraz musisz udzielić im odpowiedzi, nie bój się powiedzieć, że zrobisz to za 5 minut, gdy skończysz obierać ziemniaki.
    Dobra komunikacja to najlepsze, co możesz zrobić dla swojego dziecka. Musisz tylko przestać się bać, że coś "może" się nie udać.