
"Nie wiem, jak przetłumaczyć żonie, że nasz syn nie potrzebuje drogiego przedszkola. Jest wystarczająco szczęśliwy w tym, do którego teraz chodzi. To najważniejsze, prawda?".
REKLAMA
Dziecko do tej pory było zadowolone ze swojej grupy przedszkolnej, chętnie jadło obiady w placówce i leżakowało. Po wakacjach nie mogło się doczekać, aż wróci do swoich kolegów. Do czasu, jak pisze Maciek, bo po kilku pierwszych dniach w przedszkolu, mama chłopca zaczęła szukać dla niego innej placówki i przekonywać dziecko, że w "nowym przedszkolu" będzie lepiej.
"Moja żona spędza teraz dni na przeglądaniu ofert prywatnych przedszkoli. Niedawno coś kliknęło jej w głowie, że to ostatni rok w przedszkolu syna przed pójściem do zerówki i koniecznie musi iść do szkoły przygotowany najlepiej, jak to możliwe".
Co, jak przekonuje Maciek, w rozumieniu jego żony oznacza dodatkowe zajęcia, z czego tylko się da. "Mówi, że w tym przedszkolu nie ma dodatkowych zajęć z angielskiego, nie ma wyjść do teatru, ani nauk ścisłych. No krew mnie zalewa, to piep***** przedszkole! Uważam, że ta placówka jest od tego, aby dziecko bawiło się i poznało kolegów. Nauka rysowania ładnych szlaczków to dodatek".
Żona Maćka znalazła już jedno przedszkole, do którego chciałaby przepisać syna. Koszt: blisko 19 tysięcy rocznie. "Od razu jej powiedziałem, że nie ma mowy. Płaciliśmy już za żłobek horrendalne pieniądze. Odkuliśmy się finansowo, bo młody poszedł do publicznego przedszkola. Nie chcę znowu wylądować pod kreską".
Więc poszukiwania trwają nadal. Mężczyznę doprowadza do szału fakt, że wyszukiwane przez partnerkę przedszkola to "przechowalnie dla dzieci bogatych rodziców".
"Tak sobie to wyobrażam. Do przedszkoli, w których zajęcia trwają do godz. 18.00, chodzą dzieci, których rodzice siedzą po nocach w korporacjach. To bezduszne przechowalnie dla dzieci, przedstawiane z łatką edukacyjnego eldorado. Nie chcę tego dla mojego syna".
Tatę martwi, że żona opowiada dziecku, jak super będzie miało w nowym przedszkolu, gdy już go przepiszą. Chłopak słucha o nowych zabawkach i wybuchach na zajęciach, spodziewa się "wypasionego placu zabaw, do którego będzie mógł chodzić codziennie".
"Ja nawet jestem w stanie się przekonać do dodatkowych zajęć dla 5-latka" - pisze Maciek. "Ale nie za takie pieniądze".
Maciek pisze, że starał się włączyć w poszukiwania innego przedszkola, ale jego pomoc pozostawała niezauważona lub ignorowana. "Obstaję zatem przy swoim zdaniu. Nic nie zmieniajmy. Stasiek jest szczęśliwy w tym przedszkolu, do którego chodzi. A to przecież najważniejsze, prawda?".