
Zakładasz, że gdy zostaniesz ojcem, twoje życie trochę się zmieni, ale nie będzie to całkowite zaprzepaszczenie dotychczasowego trybu życia. Może jednak się okazać, że o wiele trudniej będzie ci poświęcać się swojemu hobby. Chyba że... sprawdzisz, jak robili to inni ojcowie.
Znalezienie czasu dla siebie jest proste, jeśli potrafisz cierpliwie czekać. Rodzice małych dzieci przyznają, że w pierwszych latach trudno jest wyrwać chwilę na swoje zainteresowania, ale im dzieci starze, tym większa szansa na włączenie ich do wspólnej aktywności.
Czytaj też: Półmaraton z dzieckiem w wózku. Ci ojcowie–biegacze na treningi zabierają zabawki i pieluchy
Biegacz
– Za każdym razem, kiedy wychodziłem biegać, czułem, jakbym porzucał żonę i dziecko. Tak naprawdę motywowała mnie żona, która powiedziała, że wkurzam ją, bo gdy dziecko śpi, to czuje się zobligowana, aby dotrzymywać mi towarzystwa, a chętnie też by ucięła sobie drzemkę – śmieje się Michał.
Jest wielokrotnym maratończykiem, który jeszcze przed porodem "nabiegał się na zapas". Jednak po narodzinach córki szybko zaczęło mu brakować samotnych biegów wokół miasta.
Nie jest fanem biegania z wózkiem. Woli mieć wolne ręce, więc nie zdecydował się na zakup przyczepki. A jednak udało mu się wciągnąć żonę i córkę w swoje hobby.
– Podzieliliśmy się. Żona z córką jechali na rowerze, a ja biegałem. Gdy miałem trening ze sprintami lub schodami, jechali własną trasą. Potem spotykaliśmy się w jednym punkcie miasta. Młoda bardzo się cieszyła na widok spoconego tatusia – opowiada Michał.
Tak bywało w weekendy. Wybiegania w tygodniu Michał zawsze robił wieczorem, gdy domownicy już spali. – W pandemii ma to jeszcze jeden plus, bo ulice są całkowicie puste i mogę trochę poświrować z tempem, bo na nikogo nie wpadam – tłumaczy.
Michał mówi, że jego zdaniem to bardzo ważne, żeby znaleźć hobby, które wyrwie nas z domu. Nie tylko ze względu na lockdown, ale na zdrowie związku. Posiadanie niemowlaka, a potem małego dziecka, jest bardzo stresogenne. Lepiej czasami zejść sobie z oczu.
– Po sprzeczkach z żoną zawsze szedłem biegać. Może się wydawać to egoistyczne, ale dawało i mi, i jej czas na ochłonięcie i przemyślenia – mówi.
Jego zdaniem to zdrowe, aby raz na jakiś czas wypocić z siebie wszystkie "nerwy", wrócić odświeżonym i naładowanym do życia rodzinnego, niż budować w sobie frustrację z powodu braku czasu dla siebie. – Wkurzony ojciec to nie jest dobry rodzic - twierdzi Michał.
Gracz
Teraz Maciek ma już z górki, bo jego ekipa ma 11 i 13 lat, więc chętnie gra z nimi. Problemy z godzeniem czasu dla siebie i ojcostwem miał wcześniej, gdy dzieci były małe.
– Dostaliśmy w pakiecie bliźniaki, więc gdy na chacie były dwa niemowlaki i 2-latek, to była ostra jazda – wspomina. – Nie pamiętam czy wtedy w ogóle spałem, a co dopiero powiedzieć o czasie dla siebie.
Maciek zawsze był graczem, jest programistą i testerem gier. Dorastał na grach wideo, poszedł do liceum informatycznego i na studia. – Zaczynałem dzień od gier i kończyłem nimi. A jednak znalazłem czas, żeby założyć rodzinę i być całkiem fajnym tatą. Nie wierzcie w to, co mówią o typowych informatykach – śmieje się.
Teraz po prostu gra z dziećmi – Pokemony, Roblox, Super Mario – to klasyki, które nigdy się nie nudzą.
Kilka lat temu Maciek kupił drukarkę 3D i zaczął robić dla swoich dzieci zabawki. – Nie ma chyba prostszego sposobu, żeby zainteresować dzieci nauką, niż pokazanie im na żywo procesu tworzenia – tłumaczy. – Potrafiły godzinami siedzieć i patrzeć na drukowanie figurek. Albo przybiegać co 15 minut i oglądać postęp prac – wspomina.
Jego żona nie miała wyboru, jak pogodzić się z tym, że cała rodzina spędza czas w gabinecie taty. - Dzieci mogły patrzeć, ale nie mogły dotykać. Pilnie przestrzegały tej reguły, więc moja żona miała w tym czasie totalny luz.
Gracz 2
Ze starszą córką nie miał problemów, znalazł dla niech hobby, które również jego kręciło. Interesowała się Pokemonami, więc podsunął jej grą karcianą i zaprowadził na turniej.
– Chłopcy są mali i jeszcze bardziej niszczą rzeczy, niż sensownie z nich korzystają, więc czekam, aż podrosną – tłumaczy Paweł.
On sam gra w gry figurkowe. Przed pandemią turnieje odbywały się w środę, więc wtedy miał "wychodne". Jego żona z kolei odbijała sobie jego wyjścia w poniedziałki.
– To było fair. W pozostałe dni dzieliliśmy się opieką nad dziećmi po połowie. Każde z nas wiedziało, że będzie miało dzień, w którym zrobi coś tylko dla siebie – wyjaśnia.
Teraz gra online i czasami zbiera "wife pointy", czyli wykonuje więcej prac w domu, aby pozwolić sobie na całodzienne siedzenie przy komputerze. Tym bardziej że kwalifikacje do turniejów też zabierają czas.
– Nie byłoby sprawiedliwie, że ja mogę ciąć w gry, a moja żona ma zamkniętą siłownię – śmieje się. – W świecie graczy jest wielu ojców, więc gdy umawiamy się na rozgrywkę, a ja napiszę "muszę położyć dzieciaki spać", wszyscy to rozumieją. A czasami zamienia się to w pogadankę o tym, o której zasypiają, czy przeszkadzają, czy zaczynamy je już wciągać w świat gier. Wielu moich dobrych kolegów ojców poznałem na turniejach.
Fan motoryzacji
Kamil jest mechanikiem samochodowym. To jego praca i hobby. Niedawno kupił sobie motor. Jego 10-miesięczny syn już miał okazję posiedzieć z tatą.
– Ojcostwo uczy ustalania priorytetów. Najtrudniejsze są pierwsze miesiące, kiedy nie ma czasu na dodatkowe zajęcia. Gdy bobasowi minęły kolki i dzień zaczął mieć regularny tryb, łatwiej było mi zejść do garażu – mówi.
Hobby to zajęcie dodatkowe, więc czasami można je rzucić w kąt i poświęcić się sprawom, które mają wyższą wagę. Majsterkowanie w garażu nie miało deadline'u, więc nie wymagało trzymania się żadnego sztywnego terminarza.
Kamil zawsze miał telefon przy sobie, żeby jego partnerka mogła zadzwonić i powiedzieć, że potrzebuje przerwy w opiece nad ich synem.
– Myślę, że to było fajne, bo nie ukrywaliśmy przed sobą swojego zmęczenia. Przecież po pracy zajmowałem się swoim hobby. Nic nie stało na przeszkodzie, żebym przerwał to, co robiłem i zastąpił żonę – tłumaczy.
Kiedyś i ona jeździła na motorze, ale po urodzeniu syna się boi. Tłumaczy, że w razie wypadku zawsze zostanie ich synowi jeden rodzic.
– Może to trochę drastyczne podejście, ale pragmatyczne – mówi Kamil. – Staram się nie szaleć także z wydatkami. Motor kosztował sporo, mam wrażenie, że dłubanie przy nim wyniesie drugie tyle.
Niezależnie od tego, czy grasz, biegasz albo czytasz, dbanie o siebie jest najlepszym prezentem, który możesz dać swoim dzieciom. Zrelaksowany rodzic to najlepszy rodzic.
Może cię zainteresować: Jeśli chcesz stworzyć więź z dorastającym dzieckiem, poszukaj wspólnej pasji. Ci ojcowie ją znaleźli
