Nastolatek, który został głową rodziny. Jak wychowywać rodzeństwo, gdy sam jesteś jeszcze dzieckiem?

Kacper Peresada
Patrzyłem na moje młodsze rodzeństwo i myślałem: tak wygląda moja przyszłość. Zamiast imprez, studenckiego życia, randek, picia, ich dzieciństwo, za które teraz odpowiadam – opowiada mi Michał. Jego ojciec wychowywał samotnie trójkę dzieci. Zmarł, gdy Michał miał 16 lat.
Fot: Luke Porter
Trzy lata wcześniej zmarła matka Michała. Gdy ojciec doznał wylewu, mój rozmówca chciał wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Niestety, wylew okazał się bardzo rozległy. Ojciec był sparaliżowany, przestał mówić. Zmarł w szpitalu kilka miesięcy później.

– Wydaje mi się, że on po prostu się poddał. Miał być naszym ojcem, a nie ciężarem dla nas – opowiada Michał.

Prosi, abym nie podawał jego prawdziwego imienia. Nie chce, aby ludzie interesowali się nim czy jego rodzeństwem. Uważa jednak, że jego historia jest ważna dla tych, którzy, tak jak on, stracili rodziców w dzieciństwie.

Ojcowie są supermenami

Gdy ojciec Michała umarł, on uświadomił sobie, jak bardzo zmieni się jego życie. Jego młodszy brat i siostra mieli wtedy odpowiednio 8 i 12 lat.


Gdy ojciec trafił do szpitala, Michał przerwał naukę, aby zając się rodzeństwem. Gotował, sprzątał, zajmował się bieżącymi sprawami w domu. Był przekonany, że niedługo wszystko minie. – Ojcowie są przecież supermenami – tłumaczy. – Nie umierają tak po prostu i nie zostawiają trójki dzieci.

Oficjalnie po śmierci ojca za wychowanie Michała i jego rodzeństwa miała odpowiadać ich babcia. – Była schorowana, więc większość obowiązków spadła na mnie – przyznaje Michał.

Czytaj też: "Moja matka nastolatka". Przyszli na świat, gdy ich rodzice byli jeszcze dziećmi. Co zapamiętali?

Pamięta dobrze moment, w którym wrócił z rodzeństwem z pogrzebu. Spojrzał na nich i zrozumiał, ze widzi przed sobą swoją przyszłość. Plany na randki, picie, na studenckie życie, wszystko to musiał odłożyć na później.

– Czułem, że właśnie żegnam się z osobą, którą byłem dotąd i staje się kimś całkowicie innym. A raczej, że muszę się nim stać, nie mam wyjścia – opowiada Michał.

Początkowo jego rodzeństwo głównie się kłóciło. Wszystkim było trudno pogodzić się z nowym życiem, w którym się znaleźli. – Nie zgadzali się na to, abym nimi rządził – wspomina Michał. – Nie chcieli we mnie widzieć ani ojca, ani opiekuna. Byłem dla nich jedynie starszym bratem, który jeszcze kilka lat temu przeganiał ich sprzed telewizora, by obejrzeć w telewizji mecz Legii Warszawa.

Z dnia na dzień stałem się kimś innym

Świat Michała i jego rodzeństwa legł w gruzach po śmierci ojca. Cała trójka musiała zacząć budować go od podstaw.

Trzeba było ustalić nowe reguły, szukać zasad, które wszyscy będą respektować. – Początkowo myślałem, że mogę nimi po prostu zarządzać. Wydawało mi się, że będę im mówił, co mają robić, a oni powinni mnie słuchać – wspomina Michał.

Z czasem zrozumiał, że chociaż musi dbać o brata i siostrę, jedynym sensownym rozwiązaniem tej sytuacji będzie oparcie relacji na partnerstwie.

– Miałem świadomość, że muszę szybko dorosnąć i byłem zły z tego powodu – opowiada. Dopiero z czasem zrozumiał, że jego rodzeństwo zostało w taki sam sposób doświadczone przez los. Im również odebrano dzieciństwo. Stracili zabawy z ojcem, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że są takimi samymi dziećmi, jak ich koledzy i koleżanki ze szkoły.

– Wiedziałem, że oni potrzebują kogoś dorosłego, więc stałem się kimś takim – tłumaczy Michał. Obiecał sobie, że będzie działał według własnych zasad. Nie będzie opierał się na skostniałych wzorcach dotyczących tego, kim powinien być rodzic. – Chciałem, aby czuli, że wspólnie tworzymy nasz dom, że rozumiem ich ból, ale mimo tego, co przeszliśmy, pozostajemy szczęśliwą rodziną.

Gdy jego ośmioletni brat był głodny, Michał uczył go, jak samemu przygotować sobie coś do jedzenia. Gdy nastoletnia siostra potrzebowała czystych ubrań, musiała je wyprać.

– Starałem się wprowadzić do naszego domu, jak najwięcej samodzielności – tłumaczy Michał. Tak zresztą wychowywali go rodzice, więc powtarzał, to, czego nauczył się od nich.

– Jestem im bardzo wdzięczny. Od zawsze uczyli mnie, abym był częścią życia rodzinnego, a nie tylko dzieckiem – opowiada. Nie zderzył się ze ścianą, gdy spadły na niego nowe obowiązki, ale i tak czuł się przytłoczony rolą "ojca".

– Gdy umiera rodzic, potrzebujesz czasu, by pogodzić ze stratą – mówi Michał. – Ja tego nie dostałem. Z dnia na dzień musiałem stać się kimś innym niż dotąd.

Gdy ktoś pomaga, trzeba schować dumę

Pytam go, z czym było mu najtrudniej. – Z nauką – odpowiada. Musiał pilnować rodzeństwo, nieustannie upewniać się, czy nie mają zaległości w szkole. Po jakimś czasie uznał, że cała trójka potrzebuje konsultacji z psychologiem.

– Miałem szczęście, że mogłem liczyć na przyjaciół. Nie zniknęli z mojego życia, choć ja zniknąłem im z oczu – opowiada Michał.

Rodzice jego przyjaciół starali się wspierać Michała, jak mogli. Ci, którzy mieli młodsze dzieci, zabierali jego brata albo siostrę na wakacje, do tego często sami za to płacili.

– Czułem się źle, że nie dorzucam się do tych wyjazdów, ale babcia powiedziała, że nie warto być dumnym, gdy ktoś chce pomóc z dobroci serca – opowiada Michał.

Michał przyznaje, jego motto zawsze brzmiało: "trzeba się tym zająć". – Nie zamartwiałem się, byłem skupiony na problemach i rozwiązaniach. W jego życiu nie było miejsca na użalanie się nad sobą. Ojciec zawsze powtarzał Michałowi, że trzeba "brać byka za rogi".

Dzisiaj brat Michała przygotowuje się do matury. Siostra studiuje socjologię. On od kilku lat pracuje w firmie znajomego i w wieku 30 lat boi się, że tego, co go spotka w przyszłości. Niebawem przestanie opiekować się swoim rodzeństwem. Będzie mógł wreszcie skupić się na swoim życiu, tyle że nie wie, jak miałoby ono wyglądać. Ma wrażenie, że przez ostatnich 11 lat niczego się o sobie nie dowiedział.

Kilka miesięcy temu Michał wrócił na terapię. Boi się tego, jak zmieni się za chwilę jego życie i chce je od nowa ułożyć. Przestanie być tym człowiekiem, którym był przez ponad dekadę.

Pytam, czy planuje mieć dzieci. – Nie wiem – odpowiada. Chciałby być przez chwilę wolny, ale boi się, że jeśli będzie czekał, podzieli los rodziców, późno zostanie ojcem, a potem dzieci zostaną bez ojca.

Mówi jednak, że cieszy go jedna rzecz: nie musi się martwić, że kiedykolwiek zostanie bez wsparcia najbliższych. – Przez lata kłóciliśmy się z moim rodzeństwem o tysiąc różnych rzeczy, ale kochamy się i zawsze będziemy się wspierać – podkreśla.