Patrz, mężczyzna, a jak ładnie radzi sobie z dziećmi – da się często usłyszeć.
Patrz, mężczyzna, a jak ładnie radzi sobie z dziećmi – da się często usłyszeć. Vitolda Klein / Unsplash

"Ojciec jest tak samo ważny jak matka, a jak matka gdzieś wyjedzie to nawet ważniejszy" – mogliśmy się dowiedzieć z filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz". W 1978 roku było to jasne? Nie, i nie jest do dziś. Bo ciągle wiele osób traktuje ojca z dzieckiem jak niedoróbkę matki.

REKLAMA

Wszedłem kiedyś z wózkiem na pocztę. Kolejka króciutka, akurat wyświetlił się mój numerek. Podchodzę do okienka, a pani zza szyby woła nagle "Poproszę najpierw panią, pani z dzieckiem, zapraszam". Faktycznie, akurat weszła kobieta z dzieckiem. Za mną nikogo w kolejce nie było, poczta pusta. Trochę się zdziwiłem, widzę, że kobieta z dzieckiem lekko zakłopotana. Uśmiechnąłem się do niej i mówię do pani z okienka:

– Wie pani, ja też jestem z dzieckiem.

– Tak, ale pani jest z dzieckiem NA RĘKU.

– Jak wyjmę syna z wózka, to też będę z dzieckiem na ręku.

Pani z okienka przepaliły się styki. Kobieta z dzieckiem na ręku była nieźle ubawiona. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kto pierwszy został obsłużony. To bez znaczenia. Muszę też zaznaczyć, że nie jestem szowinistą, gdybym zauważył tę panią, to pewnie i tak zaprosiłbym ją przed siebie. Wkurzyło mnie po prostu traktowanie faceta z dzieckiem jako gorszej formy rodzica. Bo tata to nie mama i nic mu się nie należy.

Matka z dzieckiem tak, ojciec... nie?

Nie zliczę zresztą, ile razy przepuszczałem w drzwiach innego ojca z wózkiem, dzieckiem na ręku, ile razy trzymałem im te drzwi. Bo mężczyzna z maluchem jest niewidzialny. A poza tym jest facetem, więc nie zasługuje na pomoc. Irytuje mnie takie nieświadome podchodzenie do sprawy. Facetowi z wózkiem mało kto zaproponuje pomoc przy wsiadaniu do autobusu czy tramwaju. Mało kto przytrzyma mu drzwi albo ustąpi miejsca w komunikacji. A jeśli już, to zrobi to inny ojciec.

Nieraz widziałem już wałkowany temat przewijaków, które jeszcze teraz można spotkać tylko w damskich toaletach. Mam na myśli sytuację, gdy mamy toaletę męską, damską i dla osób z niepełnosprawnościami, ale przewijak jest tylko w damskiej. Z pewnością spotkaliście się z takim bezmyślnym rozwiązaniem, prawda?

To nie jest zresztą tylko polski problem, bo łatwo znaleźć w sieci utyskiwania ojców z Zachodu, którzy musieli przewijać swoje dzieciaki na podłodze w męskiej toalecie, albo siedząc na zamkniętym sedesie, bo przewijaki były tylko w łazienkach dla pań.

Dobre rady potrafią wkurzyć

A ile razy na spacerze jakaś babka mówiła wam, że przecież dziecku trzeba założyć czapeczkę, cieplej je ubierać, że goła stopa to murowane przeziębienie? I że dziecku koniecznie trzeba dać pić / pod żadnym pozorem nie dawać pić, że z pewnością jest głodne? I pewnie jeszcze zdarzyła się jakaś dobra dusza, która chciała maluchowi wcisnąć cukierka.

Szczerze mówiąc mam trochę dość traktowania ojca jako niedorobionej matki. Część z nas radzi sobie lepiej, inni gorzej. Ja sam jestem na tyle dorosły, by nie robić z tego wielkiego halo. Poradzę sobie.

Ale z drugiej strony żyjemy w czasach, gdy każda grupa czuje się niedowartościowana, szykanowana i walczy o swoją godność. Nie chcę, żeby to zabrzmiało złośliwie, bo i osoby z niepełnosprawnościami zasługują na lepsze traktowanie, i wszelkie mniejszości, bez wyjątku. Tylko heteroseksualnemu facetowi z dzieckiem jakoś nikt nie chce pomagać. To po prostu trochę dziwi.

Nie żyjemy już w XX wieku, gdy głównym zadaniem wielu ojców było zapewnienie rodzinie dobrobytu. Tata to już nie facet, który haruje od świtu do nocy, nie chodzi na zebrania do szkoły, dzieci nazywa "numer jeden", "numer dwa" i tak dalej. Model jest inny: z jednej strony wymaga się od nas większego zaangażowania w wychowanie dzieci (i bardzo dobrze!), ale z drugiej strony ciągle jesteśmy traktowani jak... numer dwa. Jestem zbyt dużym chłopcem, by się tym przejmować. Ale naprawdę miło byłoby nieco docenić ojców przez drobne gesty, lekką pomoc, jakieś dostosowanie infrastruktury (np. przewijaków).

To nie dla mojej wygody

Tym bardziej, że nie chodzi tu o nas, facetów. Chodzi o wygodę dziecka, o jego dobro. Czemu w komunikacji ustępuje się miejsca matce z dzieckiem? Żeby sobie posiedziała? Nie, żeby mogła spokojnie i bezpiecznie podróżować z maluchem na kolanach, a nie balansować i obijać się o rurki. Czemu ustępuje się jej miejsca w kolejce? Żeby dziecko nie musiało czekać, nudzić się, łapać zarazków itp.

Matka z dzieckiem na ręku to ciągle świętość, trudno zresztą polemizować z tym stereotypem. Każdej matce należy w miarę możliwości pomóc, ułatwić życie. Ale musimy rozszerzyć tę kategorię o ojców. I w ogóle o OzD – osoby z dzieckiem. Każdy opiekun jest tak samo ważny. Nie zapominajmy o tym, widząc też malucha pod opieką ojca, dziadka, babci etc.