Dlaczego mężczyźni boją się terapii? Co zrobić, aby pokonać wstyd
Dlaczego mężczyźni boją się terapii? Co zrobić, aby pokonać wstyd fot. Zach Vessels / Unsplash
Reklama.

Dlaczego mężczyźni boją się terapii?

— Wydaje mi się, że powinienem chodzić na terapię już, gdy byłem w gimnazjum — wyjaśnia. Powodem miałaby być śmierć jego ojca. Szkoła, do której jednak chodził, nie miała u siebie zbyt dobrego psychologa, a on sam nie czuł potrzeby szukania pomocy. Był w końcu nastolatkiem, więc nie myślał, że coś się z nim tak naprawdę dzieje.
Jednak im był starszy, tym coraz bardziej odczuwał ciężar istnienia. Pierwszy raz użył słów męska depresja w stosunku do siebie, gdy miał 22 lata. Siedział przez miesiąc w domu i nie był w stanie z niego wyjść. Nie spotykał się z ludźmi, jedynie patrzył w komputer i oglądał komedie romantyczne. Któregoś dnia stwierdził, że może powinien się sobą zająć, że może coś jest z nim nie tak.
— Zacząłem przeglądać strony, szukając jakiegoś terapeuty, ale gdy w końcu znalazłem takiego co mi pasował, okazało się, że nie ma u niego miejsc — Michał trafił na listę rezerwową. Przyznaje, że sam fakt, że szukał terapeuty, wpłynął na niego pozytywnie. Czuł, że robi coś ze swoim życiem, zmierza w odpowiednim kierunku. Jak sam wyjaśnia była to dla niego wystarczająca dawka leku, aby w kilka tygodni zapomnieć o tym, że w ogóle czuł się źle.

Uciekać przed problemami

Gdy w końcu miał otrzymać miejsce u wybranego lekarza, zdecydował, że jednak go nie potrzebuje. Ten ciemny okres był już za nim, więc czemu miałby się nim przejmować. — Coś takiego zdarzyło się w moim życiu, jakieś trzy razy — przyznaje. Wpadał w psychiczny dołek, szukał pomocy, humor mu się poprawiał, zapominał, że w ogóle kiedykolwiek myślał, że warto się wyleczyć. Do czasu.
Gdy miał trzydzieści lat, jego weekendy coraz rzadziej pozwalały mu wypocząć. Chodził na imprezy, nie unikał narkotyków i alkoholu, a potem spędzał tydzień w pracy, marząc, że będzie mógł się odciąć od otaczającego go świata za kilka dni. Zaczął zauważać, że czasami używki zastępują w jego życiu rolę bliskich osób.
Wolał siedzieć sam, wciągając koks zamiast spotykać się z ludźmi wokół niego. Zresztą miało to jednoznaczny wpływ na jego stan finansowy. — Poczułem, że jestem uzależniony i stwierdziłem, że muszę się ratować, bo gdy nie byłem naćpany, po prostu chciałem wszystko skończyć.
Michał wybrał pierwszy, lepszy numer telefonu, zadzwonił i poszedł na spotkanie. Przyznaje, że go to uratowało. Podkreśla, że z perspektywy czasu rozumie, co powstrzymywało go przed zdecydowaniem się na leczenie — wstyd.

Jeden telefon

— Łatwo jest szukać pomocy, gdy czujesz się jak śmieć — opowiada, że gdy miał najgorsze okresy życia i nie widział innego wyjścia, tylko wtedy szukał tak naprawdę ratunku. Jednak gdy jego humor odrobinę się poprawiał, stwierdzał, że przecież nie musi iść się leczyć. Był młody, w dobrej formie, z własnym mieszkaniem i dziewczyną. Dlaczego niby miałby się przyznawać do tego, że jest chory. Łatwiej było stwierdzić, że po prostu akurat wtedy miał gorszy okres, ale tak naprawdę nic mu nie jest.
— Czasami sobie tego nie uświadamiasz, ale boisz się przyznać do własnej słabości — podkreśla. A pójście na terapię to oficjalne powiedzenie “Tak, jestem chory i potrzebuję pomocy”.
Michał przyznaje, że jeśli chodzi o jego zdrowie fizyczne, zawsze bardzo o siebie dbał. Mimo nadużywania narkotyków i alkoholu dbał o formę. Łykał tonę pigułek, biegał, ćwiczył, chodził na basen i siłownię, odwiedzał lekarza co najmniej dwa razy do roku, aby sprawdzić krew i zrobić ogólny przegląd swojego ciała, szczepił się na grypę, robił wszystko, aby jego ciało było w idealnym stanie.
Jednak gdy dochodziło do dbania o własny umysł, stwierdzał, że wszystko będzie ok. — Mówiłem sobie, że jakoś to się ułoży.

Nie wstydź się dbać o siebie

— Dopiero później zacząłem łapać się, że moje zachowanie można porównać do tego, że złamałem sobie nogę, ale stwierdzam, że nie muszę iść do szpitala, bo w sumie po co — wyjaśnia. Przyznaje, że od kiedy zdecydował się na terapię. namawia na nią wszystkich znajomych.
— Gdybym zrobił sobie badanie prostaty i okazało się, że coś jest nie tak, nie kryłbym tego przed bliskimi mi ludźmi. Mówiłbym, aby oni też sprawdzili, czy wszystko jest w porządku, bo jeśli jest. to stracili tylko godzinę życia na spotkanie z doktorem, jeśli nie, może właśnie uratowali swoje życie — dodaje, że właśnie w taki sposób zaczął patrzeć na terapię. W najgorszym wypadku terapeuta powiedziałby mu, że jest całkiem zdrowy i nie musi się niczym martwić poza rachunkiem, który musi zapłacić po spotkaniu. Z drugiej strony, mógłby uratować siebie, przed samym sobą. Jest to ryzyko warte podjęcia.
W najbliższą sobotę,10.10, pod Pałacem Kultury i Nauki rusza ogólnopolska kampania społeczna "Terapia to nie wstyd". Ma ona na celu uświadomienie Polakom, że dbanie o własne zdrowie psychiczne nie jest przyznaniem się do słabości, a raczej pokazem tego, że jesteśmy silni i nie boimy się robić wszystkiego, co w naszej mocy, aby być zdrowymi.