Fot. Jesus Rodriguez/Unsplash
Reklama.
Zaczyna się niewinnie, zazwyczaj w okolicach dziesiątych urodzin. Myślisz, że to twoje dziecko to nadal dziecko, ale zauważasz, że coraz częściej przewraca oczami, gdy do niego mówisz, coraz częściej mruczy coś pod nosem i coraz częściej daje ci znaki, że nie jesteś mu potrzebny.
Najpierw próbujesz się z tego śmiać, że twoja "dziecko dorasta". Potem w ciągu kilku lat dostajesz serię niezrozumiałych odzywek i wsiadasz na emocjonalny rollercoaster, który pędzi w kierunku odwrotnym od twoich zamierzeń, jeśli chodzi o ojcostwo.
– Moja żona mówi, że dla niej nasze dzieci dorosły, gdy przestała mieć ochotę na całowanie ich stópek, bo zaczęło być to obleśne – śmieje się Szymon, ojciec dwójki dzieci, 19-letniej Asi i 17-letniego Alexa.
– Dla mnie wejście w wiek nastoletni nastąpiło, gdy mój syn postanowił założyć kapelę. Byłem dumny przez chwilę, bo chwilę później usłyszałem, że mam się nie wtrącać.
– To zupełna odwrotność tego, co spotyka rodziców, gdy dzieci są małe. Masz wrażenie, że nastolatki nigdy nie przestają narzekać. W dodatku ich emocje zmieniają się z minuty na minutę – tłumaczy mi Michał, ojciec dwóch synów.
– Najpierw jest zadowolony, za chwilę wychodzi z pokoju i warczy, potem mówi, że chce być sam, ale żeby przynieść mu kanapki

Samodzielni, głodni

Rodzice nastolatków nie mają lekko. Gdy pytam, co się zmieniło, gdy dzieci weszły w wiek nastoletni, najczęściej reagują przewracaniem oczu i uniesieniem brwi.
– Pokój MUSI być zamknięty. Nie ma szans się, by tam wejść – mówi Michał. – Jakakolwiek próba kontaktu traktowana jest jak najście, a tymczasem stos talerzy i kubków na biurku syna pokrywa się warstwą kurzu – mówi Michał,
Starszy, 17-letni syn Michała, jako tako słucha ojca. 15-latek nawet nie udaje, że słyszy. – Ciągle ten dźwięk zamykanych stopą drzwi, bo w rękach niesie kanapki – denerwuje się Michał.
Jego synowie jedzą na potęgę. Codziennie na blacie kuchennym ląduje stos zakupów, bo nastolatki rosną jak na drożdżach.
– Pamiętam, jak mój ojciec kupował kilka bochenków chleba, kilogram żółtego sera i kilogram szynki dla mnie i moich dwóch braci – wspomina Michał.
– Gdy się wyprowadziliśmy, potrzebowali dużo czasu, by wrócić do "normalności" i kupowania tylko kilku bułek dla siebie. Teraz ja przechodzę przez to samo – śmieje się.

Skupieni na sobie, bezczelni, niepewni

Komunikacja z nastolatkiem to czarna magia. – Dziwnym trafem sygnał i dźwięk dzwonka telefonu nie działa, gdy ja dzwonię do syna. W innych wypadkach usłyszy nawet najcichszą wibrację powiadomień – śmieje się Sławek.
– Taktyka "gorącego ziemniaka", do której ciężko się przyzwyczaić – mówi enigmatycznie Paweł, ojciec 17-letniej Magdy. – Wrzucają ci temat, który im w danej chwili ciąży – jakieś takie grube problemy emocjonalne. Gdy ci o tym powiedzą, nastrój im się poprawia, a ty za to zaczynasz się martwić, pół nocy nie śpisz, a gdy rano próbujesz zagadać, słyszysz, że nie ma tematu.
– Są skupieni na sobie. Liczę się tylko "ja" i moje potrzeby – wylicza Paweł. – Przestajesz być autorytetem w wielu sprawach, najważniejsi stają się rówieśnicy, ale jednocześnie musisz być oparciem, choć są chwile, że wolałbyś rozmazać ich po ścianie.
– Na zewnątrz i w stosunku do rodziców bywają bardzo bezczelni, ale tak naprawdę są niepewni. Dorosłość budzi w nich lęk, nie wiedzą, co ich czeka – domyśla się Paweł.