
Na ocenę skutków zakazu jest jeszcze za wcześnie, trzeba zrobić rzetelne badania. To zdanie jak mantrę powtarza szefowa MEN, gdy dziennikarze pytają ją o to, czy zmieni swoją decyzję w sprawie prac domowych. To badanie, nazywane przez Nowacką ewaluacją, właśnie ruszyło, a jego wyniki poznamy we wrześniu. – Będziemy pytać nauczycieli, będziemy pytać uczniów i będziemy pytać rodziców – wyjaśniła ministra edukacji w niedawnym wywiadzie dla RMF FM.
Nauczyciele chcą powrotu prac domowych
Cóż, nauczycieli pytać już nie musi, zrobili to inni. Z okazji pierwszej rocznicy zniesienia obowiązkowych prac domowych przeprowadzono na ten temat dwa niezależne sondaże. Ich wyniki są, delikatnie mówiąc, bardzo krytyczne dla Nowackiej.
Pierwsze badanie przeprowadził na stronie internetowej "Głosu Nauczycielskiego". Uczestników poproszono o odpowiedź na jedno pytanie: co resort edukacji powinien zrobić w sprawie prac domowych? Ogromna większość, bo aż 80 proc. ankietowanych, wybrało odpowiedź "przywrócić stan sprzed 1 kwietnia 2024 r., czyli znieść zakaz i dać nauczycielom możliwość zadawania obowiązkowych prac domowych i wystawiania za nie ocen.
Co dziesiąty badany uważa, że prace domowe mogą być nieobowiązkowe, ale uczniowie, którzy je odrobią, powinni dostawać oceny. Zwolenników pomysłu Nowackiej jest garstka. Zaledwie 3 proc. nauczycieli uważa, że wprowadzony rok temu zakaz powinien pozostać, a 5 proc., że MEN powinno iść za ciosem i zabronić zadawania prac domowych także w szkołach średnich.
Brak prac domowych źle wpływa na naukę
Jeszcze bardziej krytyczni wobec zakazu są dyrektorzy szkół. Pokazuje to sondaż przeprowadzony przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty dla "Dziennika Gazety Prawnej". Za przywróceniem obowiązkowych prac domowych jest ponad 81 proc. ankietowanych dyrektorów. Jeszcze więcej, bo niemal 90 proc. z nich stwierdziło, że od kiedy uczniowie nie muszą odrabiać zadań domowych, to są gorzej przygotowani do zajęć w szkole.
Nie trzeba więc czekać na wyniki ewaluacji, żeby wiedzieć, że brak prac nie podoba się nauczycielom. I nie jest to wielkie zaskoczenie. Ponad rok temu, gdy ministerstwo dopiero zapowiadało zmiany, organizacje zrzeszające nauczycieli ostrzegały, że to fatalny pomysł, na którym najbardziej stracą uczniowie. Najbardziej krytyczni byli przedstawiciele ZNP, którzy argumentowali, że uczniowie rzeczywiście są przemęczeni, ale nie przez prace domowe, tylko przez przeładowane podstawy programowe. I proponowali, by pozostawić nauczycielom możliwość oceniania nieobowiązkowych prac domowych, bo to pomoże motywować dzieci do samodzielnej, a przede wszystkim systematycznej pracy.
Dylemat ministry Nowackiej
Dziś ZNP nadal krytycznie ocenia zmianę sprzed roku. I ma ku temu coraz mocniejsze podstawy. Do Związku dociera coraz więcej głosów od nauczycieli, którzy chcą przywrócenia prac domowych, bo proszą ich o to rodzice uczniów. "Zmieniło się podejście wielu rodziców, którzy na początku entuzjastycznie podchodzili do tej zmiany. Po roku coraz częściej zdarza się, że podczas zebrań z nauczycielami proszą o prace domowe" – powiedziała rzeczniczka ZNP Magdalena Kaszulanis w niedawnej rozmowie z PAP.
Warto pamiętać, że do ZNP należy ponad 300 tysięcy pracowników oświaty, w większości nauczycieli. Szefowa MEN powinna więc się liczyć z opinią tej organizacji. A stanowisko Związku jest jednoznaczne. "Uważamy, że przepisy powinny się zmienić" – stwierdziła Kaszulanis.
O tym, czy MEN posłucha krytycznych ocen nauczycieli, a także coraz większej grupy rodziców, i zmieni zakaz, dowiemy się najwcześniej we wrześniu. Szanse na to są spore. Bo choć Barbara Nowacka niechętnie zmienia swoje decyzje, to ostra krytyka może ją do tego skłonić, czego przykładem jest nieobowiązkowa edukacja zdrowotna.
Źródło: glos.pl, PAP, "DGP"