za dużo prezentów dla dziecka
Moja córka tonie w kurtkach. Dosłownie. Fot. archiwum prywatne
Reklama.

Z tymi kurtkami to trochę taka hiperbola, a… trochę nie. Faktem jest, że jest ich naprawdę tak dużo. Zaczęło się od tego, że w pewnym momencie całkiem zaskoczony zapytałem żonę, ile nasza córka ma w zasadzie kurtek. Bo co spacer, to widzę ją w innej.

Żona zgodnie z prawdą przyznała, że… nie wie. Wyciągnąłem więc wszystko i zacząłem liczyć. I doliczyłem się… szesnastu.

Trochę mi się czoło zmarszczyło. Teraz pewnie zapytacie, jak do tego w ogóle doszło. Otóż powody są dwa i w sumie trochę one mnie bronią.

Po pierwsze – to kurtki na wiosnę, jesień, na deszcz, na lato, na zimę cieńsza, na zimę grubsza i tak dalej, i tak dalej. Do niektórych córka jeszcze nie dorosła, z innych zaraz wyrośnie – więc jakby dublują się. Pomijam fakt, czy tyle ich naprawdę potrzebuje, ale nie jest tak, że ma szesnaście kurtek zimowych.

Po drugie – większość z nich Maja dostała. Raz, że moja teściowa ma lekkiego hopla na punkcie kurtek i sama ma ich niezliczoną (i to nie jest hiperbola) ilość. Dwa, że jej koleżanka z pracy ma starszą od Mai córkę. I ona zdecydowanie miała problem z zakupami. Swojego czasu oddała nam masę ciuchów, wiele z metkami ze sklepu. Bo nie było kiedy ich założyć na jej dziecko.

logo
Fot. archiwum prywatne

Na koniec dnia jednak córka tonie w ciuchach i nie tylko. Zabawki, ubrania… wszystko. Fun fact: córka ma ponad dwa lata i zawsze tak była zasypywana ciuchami, że sam kupiłem jej… jedną bluzę. Naprawdę. To brzmi jak żart, ale tak jest. Nigdy przesadnie nie interesowałem się jej ubraniami, żona z grubsza musi je tylko katalogować.

I w sumie zajęło mi to dłuższy czas, żeby zrozumieć, że to droga donikąd. Z początku nawet się cieszyłem. Córka wszystko ma. Ma wszystkiego pod dostatkiem. A potem dociera do ciebie, jakie to marnotrawstwo. Ile rzeczy włożyła raz. Ile zabawek przeleciało przez ten dom niezauważonych przez nią.

Dodam, że mamy trzy niewielkie pokoje. Kiedy zaczynasz się o to wszystko potykać, kiedy nie możesz nigdy porządnie posprzątać tych raptem pięćdziesięciu kilku metrów, po prostu masz tego dość.

Jeśli spodziewasz się z partnerką dziecka, pewnie po chwili czekają cię bardzo podobne wyzwania i dylematy, a może już się z nimi zmagasz. Ale nie musisz tak jak ja w tym wszystkim utonąć. Oto jak sobie z tym poradziłem:

1. Naucz się mówić bliskim, czego naprawdę potrzebujesz

To może zabrzmi brutalnie i dość pusto, ale… po prostu mów wszystkim, co chcesz, żeby twoje dziecko dostało. My z żoną właściwie długo się nie wtrącaliśmy. Bo przecież nie wypada, bo przecież każdy sobie poradzi i tak dalej, i tak dalej.

A potem kończysz z kolejnym zbędnym pluszakiem, piętnastą książką, szóstymi puzzlami i Bóg wie czym jeszcze.

Dlatego po prostu lepiej wytłumacz. Zrób na przykład listę prezentów, podeślij rodzinie przed świętami czy urodzinami. Tak naprawdę zadowolone będą obie strony.

Ty – bo nie zasypiesz sobie domu gratami. Oni – bo nie będą musieli kombinować. I bardzo często oszczędzą też pieniądze. Bo niestety, ale ludzie, którzy nie wiedzą, co podarować twojemu dziecku, bardzo często wychodzą z założenia, że jak chociaż wydadzą dużo pieniędzy, to będą usprawiedliwieni. A przecież to droga do zupełnie nikąd.

Czytaj także:

2. Wytłumacz, że czasem wystarczy poświęcenie czasu

Nie kłóć się ze swoimi rodzicami, którzy chcą coś kupić swojemu wnukowi czy wnuczce. Nie tłumacz im, że to do niczego nie jest potrzebne. I tak nic nie ugrasz, i tak najpewniej zrobią po swojemu.

Ale czy naprawdę twoje dziecko potrzebuje prezentów od ludzi, których pokrewieństwa z nią nawet nie umiesz dobrze nazwać? Czy naprawdę twoi znajomi nie mogą do was wpaść bez jakiegokolwiek podarku dla dziecka? Ile miałeś takich wizyt "na zapoznanie" z noworodkiem, gdzie każdy coś musiał przynieść? To znaczy – nie musiał. Ale jak inaczej zrobić? A potem toniesz w tych „gadżetach”.

Jest masa ludzi, którzy i tak dbają o twoje dziecko na siłę. Możesz ich ucieszyć i ich zwolnić z tego obowiązku.

3. Czasami można dać coś niematerialnego

Dziadkowie chcą twojemu dziecku zrobić porządny prezent na – dajmy na to – piąte urodziny, ale przecież ani sobie tego mitycznego quada nie postawisz przed blokiem, ani w ogóle nie chcesz go mieć. Ale skoro są tacy do przodu, to mogą zapłacić na przykład za kwartał nauki tańca, prawda?

Wybaczcie gruby przykład, zaraz wyjdzie, że namawiam kogokolwiek do sępienia drogich prezentów. Ale chodziło o sam mechanizm. Naprawdę twoja pociecha na tym skorzysta bardziej niż na kolejnej zabawce. A do tego twoje nerwy nie będą tak zszargane sprzątaniem kolejnych bzdetów.

4. Sprzedawaj i oddawaj dalej

Z tym długo miałem problem. No bo jak to tak, oddać/sprzedać prezent? Przecież to nie wypada. I tak trzymałem te klamoty.

Bzdura, że nie wypada. Jeśli będziesz tym wszystkim zasypywany, to po prostu nie będziesz miał wyjścia. A jeśli dalej cię to etycznie boli, to nie sprzedawaj, tylko oddaj jakimś dzieciakom w większej potrzebie. Dobry uczynek zawsze w cenie.

Realnie przecież i tak wszystkiego prędzej czy później się pozbywasz. Będziesz trzymać do osiemnastki każde ubranie i każdą zabawkę tylko dlatego, że były prezentami? No nie, życie tak nie działa. Zamiast więc się oszukiwać, że kolejna kurtka, którą twoje dziecko włoży raz (albo w ogóle), musi odleżeć swoje w szafie, po prostu się jej pozbądź.

logo
Fot. archiwum prywatne

Zapewniam, że nikt o nią nie zapyta i tak. Przez te dwa lata, kiedy jestem rodzicem, nikt nigdy nie zapytał: czy Maja bawi się tymi klockami? Albo: czy Maja nosi te spodnie?

Tak naprawdę każdy zna realia. Dziecku może coś nie przypaść do gustu. Coś może jest dopiero "na za rok", więc na razie dziecko nie ogarnia tej układanki. I wreszcie: to przecież często jest po to, żeby tylko coś dać. Więc tym bardziej się tym nie przejmuj.

Czytaj także: