10-letnia Hattie po trzech miesiącach odzyskała swoją ukochaną zabawkę.
10-letnia Hattie po trzech miesiącach odzyskała swoją ukochaną zabawkę. fot. Facebook

Co zrobić, kiedy dziecko zgubiło ukochaną zabawkę ponad 1000 km od domu? Przed tym wyzwaniem stanął Richard Sains, którego najmłodsza córka zgubiła ukochaną maskotkę podczas wakacji na Islandii. Po trzech miesiącach udało się ją odzyskać. A to wszystko dzięki internautom!

REKLAMA
  • 10-letnia Hattie zgubiła zabawkę na Islandii. Po trzech miesiącach maskotkę udało się sprowadzić do domu.
  • W poszukiwania zabawki zaangażowali się internauci. Ojciec dziewczynki Richard przyznał, że nie spodziewał się takiego odzewu i do tej pory sceptycznie podchodził do mediów społecznościowych.
  • Internauci są pod rażeniem życzliwości osób, które sprowadziły krówkę "Cowie" do domu. Ta historia wywołała lawinę pozytywnych komentarzy.
  • Zagubiona krówka

    10-letnia Hattie Sains tegoroczne wakacje spędzała z rodziną na kempingu na Islandii. Kiedy dziewczynka wracała do domu do Wielkiej Brytanii, zorientowała się, że zapomniała zabrać swoją ulubioną zabawkę, pluszową krowę zwaną "Cowie".

    Jak mówi ojciec dziewczynki, Richard Sains, nie mogli wrócić po zabawkę i był pewien, że uda mu się ją odzyskać, kiedy skontaktuje się z personelem kempingu. Niestety się nie udało.

    Pomogli internauci

    Od zaginięcia zabawki mijały kolejne tygodnie. Widząc, jak Hattie jest coraz bardziej smutna i przestaje wierzyć, że kiedykolwiek odzyska ulubioną zabawkę, Richard postanowił spróbować innego sposobu na jej odzyskanie. Tata Hattie znalazł na Facebooku grupę dla osób podróżujących po Islandii, opisał sytuację i zwrócił się do internautów o pomoc.
    Jak zdradził Richard, nie spodziewał się zbyt dużego odzewu w sprawie zaginionej maskotki. Ten jednak był ogromny i natychmiastowy! Mężczyzna dostał wiele wiadomości z obietnicą pomocy. "Wszyscy chcieli pomóc wrócić jej do domu" – zdradził Richard.

    Bilet do domu

    I wkrótce "Cowie" faktycznie była w drodze do Wielkiej Brytanii. W transport maskotki zaangażowało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich dowiózł zabawkę z kempingu do Reykjaviku, stolicy Islandii, a drugi zabrał ją stamtąd ze sobą do Londynu.
    Podczas podróży obaj panowie robili maskotce zdjęcia dokumentujące jej drogę domu. Wśród nich znalazły się m.in. fotografie zrobione przy wodospadzie, w samochodzie, na pokładzie samolotu, a nawet w... kokpicie.

    Historia, która krzepi

    Post Richarda zrobił furorę w sieci. Internauci są zgodni, że to jedna z najlepszych historii, o których ostatnio słyszeli. "Niesamowite", "Każdy, kto pomógł Cowie wrócić do domu, jest bohaterem", "Takie osoby sprawiają, że świat jest lepszy", "To nie do uwierzenia, jacy życzliwi i pomocni potrafią być ludzie" – pisali w komentarzach.
    Jesteśmy tego samego zdania!