
To nie nauka, to partyzantka
– Ze starszymi uczniami prowadzę lekcje na Messengerze, z młodszymi na Hangoucie – mówi Szymon Waliczek, polonista, twórca bloga e-polonista.pl– Sytuacja zaskoczyła wszystkich – przyznaje. – W moim odczuciu, systemowo nikt na nią nie był gotowy. A szkoda! Pewne rozwiązania od dawna były na wyciągnięcie ręki, choćby pakiet Google Classroom dla szkół i uczelni – mówi Waliczek.
Uczeń to nie komputer
Krzysztof Kasprzyk uczy w podstawówce w Bytomiu polskiego, historii i informatyki. Jego lekcje zawsze oparte na technologii. – Zawsze byłem na bieżąco z nowymi mediami i telefonem. Pracowałem z uczniami w oparciu o aplikację Kahoot i stronę code.org, służącą do nauki informatyki. Nie boję się sięgać po multimedia – mówi Krzysztof.Po zamknięciu szkół mama jednego z uczniów napisała do mnie wiadomość: "nie mamy komputera w domu, nie możemy tego zrobić" – rozkłada ręce Krzysztof.
Brakuje mu jeszcze jednej rzeczy, najważniejszej. – Brakuje relacji, więzi – przyznaje. – Człowiek to nie komputer. Wiedzy nie da się wgrać – mówi Krzysztof.
Wszystko od nowa
Nauczyciele, po ogłoszeniu decyzji o zamknięciu szkół, muszą szybko znaleźć sposób na to, jak dotrzeć do wszystkich uczniów, nie tylko tych, którzy w domach mają komputery i tablety,To, co się zmieniło, to poczucie działania po omacku, bo na razie ani MEN, ani dyrektorzy szkół nie mają pojęcia, jak powinny wyglądać zajęcia zdalne.