
Reklama.
Trudno się dziwić, czasami powody rozstań bywają tak absurdalne, że śmiech jest jedyną sensowną reakcją. No bo zastanówmy się – jak zareagować, gdy twoja partnerka postanawia odejść, bo nie masz umowy o pracę, ubierasz się niezbyt elegancko albo... na widok jej kota lecą ci łzy (bo masz alergię).
Dużo prościej jest powiedzieć partnerowi: "już tego nie czuję", "problem jest we mnie, nie w tobie", "Poznałam kogoś innego". Kobiety jednak zadają sobie niekiedy sporo trudu, by wymyślić bardzo precyzyjny powód rozstania, w sytuacjach, w których najlepszym rozwiązaniem byłoby milczenie.
Sztuką jest też zerwać znajomość tak, by nie zrobić z siebie głupka. Nie zawsze się udaje. Oto kilka historii, które zamieniły dramat rozstania w komedię. I żeby nie było, walnąć z grubej rury potrafią nie tylko kobiety. Mężczyźni wcale nie są lepsi.
Odchodzę, bo tak mówi moja mama
Marta była z facetem 5 lat. Zastanawiali się nad kupnem działki pod budowę domu. Pewnego wieczoru, gdy obładowani zakupami wracali do mieszkania, jej partner wypalił: – Nie jestem w stanie budować swojej przyszłości z kimś, kto nie ma umowy o pracę – Marta do dzisiaj płacze ze śmiechu na wspomnienie tej rozmowy. – Dosłownie ręce mi opadły, a wraz z nimi torby z zakupami – dodaje.
Marta była z facetem 5 lat. Zastanawiali się nad kupnem działki pod budowę domu. Pewnego wieczoru, gdy obładowani zakupami wracali do mieszkania, jej partner wypalił: – Nie jestem w stanie budować swojej przyszłości z kimś, kto nie ma umowy o pracę – Marta do dzisiaj płacze ze śmiechu na wspomnienie tej rozmowy. – Dosłownie ręce mi opadły, a wraz z nimi torby z zakupami – dodaje.
Eliza pamięta, że relacja z jednym z jej byłych zapowiadała się całkiem ciekawie. Planowali nawet wspólne wakacje. On, niestety, miał inne plany. – Oznajmił mi, że choć super jest nam razem, to latem jest pełno dziewczyn w mieście i na festiwalach muzycznych, więc ma ochotę się wyszaleć – wspomina. – Najlepsze na koniec – śmieje się Eliza. – Po zaspokojeniu potrzeb napisał do mnie, że znów możemy być razem.
Czasami zdarza się, że umawiasz się z jakimś facetem, a potem wychodzi na to, że tak naprawdę o wszystkim decyduje matka twojego potencjalnego partnera. – Jego mama i siostra oznajmiły mu, że do siebie nie pasujemy, więc przekazał mi ten komunikat – mówi Basia. Najdziwniejsze było to, że nie chodziło o licealną miłość. Oboje byli razem kilka lat i właśnie kończyli studia.
Bywa, że druga strona, planując odejście, chce osłodzić gorycz rozstania i w efekcie porywa się na niezbyt przemyślane komplementy. Lidia usłyszała od swojego byłego, że choć robi najlepiej "laskę" na świecie, on ciągle tęskni za swoją eks. – Trochę komplement, ale bardziej jednak policzek – wspomina.
Odchodzę, bo masz alergię
– Anka była bardzo fajna, ale miała w nosie moją alergię na sierść kotów – wspomina Konrad. – Miała w domu dwa. Brałem leki przed każdą randką, ale to na nic, i tak cały czas łzawiły mi oczy.
– Anka była bardzo fajna, ale miała w nosie moją alergię na sierść kotów – wspomina Konrad. – Miała w domu dwa. Brałem leki przed każdą randką, ale to na nic, i tak cały czas łzawiły mi oczy.
– Chciałem zerwać tę znajomość, ale uprzedziła mnie. Stwierdziła, że nie może patrzeć na to, jaki jestem wrażliwy, bo ciągle płaczę bez powodu – śmieje się Konrad.
Związek Adama był pełen radości. – Była super dziewczyną. Radosną, gadatliwą. I na tym polegał problem. Gdy miała spokojną buzię wyglądała jak anioł.
Ale gdy zaczynała się śmiać, jej policzki tak się trzęsły, że umierałem ze śmiechu. Nie byłem w stanie z nią gadać – mówi. By nie wpędzać swojej partnerki w kompleksy, wymyślił inny powód rozstania – i zniknął.
Czasem ludzi łączy wspólny gust muzyczny. Dzięki temu można bawić się razem na koncertach i mieć wspólną playlistę na Spotify. A co, jeśli muzyka dzieli? – Spotykałem się kiedyś z dziewczyną, która słuchała disco polo.
Na początku pomyślałem, że nie będzie mi to przeszkadzało, bo jest fajną kobietą. Niestety, w domu regularnie włączała kanały telewizyjne z tą muzyką. Musiałem odejść, bo bałem się, że oszaleję – mówi Marcin.
Odchodzę, bo co to w ogóle za język!
Sławek nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, gdy umówił się z najpiękniejszą z koleżanek. Wszyscy jej pragnęli, ale jemu udało się z nią zagadać. Okazała się jednak piękna tylko z zewnątrz.
Sławek nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, gdy umówił się z najpiękniejszą z koleżanek. Wszyscy jej pragnęli, ale jemu udało się z nią zagadać. Okazała się jednak piękna tylko z zewnątrz.
– Była seksowna, przyznaję – opowiada Sławek. – Ale gdy zaprosiła mnie do domu, nie mogłem pohamować obrzydzenia. Była patologiczną bałaganiarą. W kuchni walały się resztki jedzenia, a na kanapie – sierść kota i brudne ubrania. Gdy jej bielizna przykleiła mi się do nogawki, wyszedłem bez słowa – wspomina.
Na koniec historia od znajomego reżysera. – Zaangażowałem do sztuki pewną piękną aktorkę. Widzowie zakochali się w niej od razu. Jeden szczególnie, przesyłał jej do garderoby bukiety róż. Widziałem, że bardzo jej to schlebia.
W końcu raz zebrał się na odwagę i zapukał do garderoby. Aktorka czytała właśnie grafik prób, który nie przypadł jej do gustu i powiedziała głośno: "Co to, k..., za debil doj... mi tyle prób!". Wielbiciel wycofał się jak spłoszony. Słownictwo jego ulubienicy bardzo go rozczarowało – wspomina.