<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[dadHero.pl - REDAKCJA]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii REDAKCJA w dadHero.pl]]></description>
		<link>https://dadhero.pl/c/415,redakcja</link>
				<generator>dadhero.pl</generator>
		<atom:link href="https://dadhero.pl/rss/kategoria,415,redakcja" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296207,wf-to-nie-opcja-ukryte-koszty-rezygnacji-z-ruchu-co-traca-dzieci-przez-zwolnienia-z-zajec</guid><link>https://dadhero.pl/296207,wf-to-nie-opcja-ukryte-koszty-rezygnacji-z-ruchu-co-traca-dzieci-przez-zwolnienia-z-zajec</link><pubDate>Fri, 03 Oct 2025 12:11:55 +0200</pubDate><title>WF to nie opcja. Ukryte koszty rezygnacji z ruchu - co tracą dzieci przez zwolnienia z zajęć?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/089fc6b7ab109bb87263295889d46c1f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy jedno podpisane zwolnienie z lekcji wychowania fizycznego może mieć wpływ na zdrowie dziecka? Wielu rodziców jest przekonanych, że to jedynie drobny gest – „dziecko było zmęczone”, „ma dużo nauki”. Jednak badania i opinie ekspertów pokazują, że systematyczne rezygnowanie z WF-u ma poważne konsekwencje. Co trzeci rodzic w Polsce przyznał, że wystawił dziecku nieuzasadnione zwolnienie z zajęć ruchowych. Ta pozornie niewinna decyzja w dłuższej perspektywie odbiera najmłodszym szansę na prawidłowy rozwój i budowanie odporności, a także sprzyja powstawaniu problemów, które ujawniają się dopiero w dorosłym życiu.

Brak WF-u to nie wolne od zajęć, lecz przerwa w rozwoju
Lekcje wychowania fizycznego to nie tylko obowiązkowy element szkolnego planu. To przede wszystkim regularna dawka ruchu, która wspiera rozwój układu kostno-mięśniowego, poprawia koordynację i uczy pracy w grupie. Ruch w szkole pozwala dziecku odreagować stres, poprawia koncentrację oraz wspiera pamięć. Kiedy najmłodsi tracą ten rytuał, spada ich wydolność, rośnie ryzyko nadwagi, a organizm staje się mniej odporny na infekcje.
Prof. Wojciech Feleszko, pediatra i immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przypomina, że aktywność fizyczna pełni także rolę w profilaktyce zaburzeń psychicznych. Ruch poprawia jakość snu, zwiększa zdolność radzenia sobie ze stresem i buduje odporność psychiczną, która jest szczególnie ważna w okresie dorastania. Tymczasem zbyt częste zwolnienia z WF-u sprawiają, że dzieci tracą nie tylko możliwość ruchu, ale także naturalny sposób na odreagowanie napięć i emocji.
Statystyki, które alarmują: skutki braku aktywności u dzieci w liczbach
Statystyki dotyczące zdrowia polskich dzieci nie pozostawiają złudzeń. Co trzecie dziecko w wieku wczesnoszkolnym ma nadwagę, a aż 15 procent ośmiolatków cierpi na otyłość – to jedna z najwyższych dynamik wzrostu w Europie. Brak aktywności fizycznej w szkole pogłębia ten problem. Dzieci, które unikają WF-u, rzadziej angażują się także w dodatkowe zajęcia sportowe – niemal połowa badanych rodziców przyznała, że ich dzieci nie biorą udziału w żadnych aktywnościach poza szkołą. Takie wybory pociągają za sobą długofalowe skutki. Brak wyrobionych nawyków ruchowych w młodości zwiększa ryzyko chorób cywilizacyjnych w dorosłości – nadciśnienia, cukrzycy typu 2, a nawet depresji. W efekcie niewinne zwolnienia z WF-u stają się elementem łańcucha, który osłabia całe pokolenie.
Dobre intencje, złe skutki – dlaczego rodzice zwalniają dzieci z WF-u?
Wielu rodziców tłumaczy swoje decyzje troską. Powody bywają różne: przemęczenie dziecka, przeziębienie, brak sympatii do zajęć sportowych, a czasem także przeświadczenie, że WF jest mniej ważny niż matematyka czy język obcy. Jednak eksperci ostrzegają – każda nieuzasadniona rezygnacja z lekcji ruchowych osłabia zdrowie i kondycję najmłodszych. Zamiast chronić, rodzice odbierają dzieciom szansę na naturalną aktywność w bezpiecznym środowisku.
Psycholodzy dodają, że takie zachowania uczą dzieci lekceważenia ruchu i zdrowia. Skoro dorośli bagatelizują WF, młody człowiek zaczyna postrzegać aktywność jako zbędny dodatek, a nie fundament zdrowego życia. A to wzorzec, który pozostaje z najmłodszymi na lata.
Kontuzje zdarzają się każdemu. Jak przygotować się na nieprzewidziane?
Dzieci aktywne oczywiście nie są wolne od wypadków. Z badań wynika, że 35 procent najmłodszych doznało kontuzji wymagającej rehabilitacji lub przerwy w aktywności. Urazy na WF-ie, podczas zabawy czy rodzinnego wyjazdu mogą przydarzyć się każdemu. W takich momentach najważniejsze jest szybkie wsparcie i dostęp do odpowiedniego leczenia.
Tu ważna jest rola polisy. Ubezpieczenie na życie Warta dla Ciebie i Rodziny obejmuje nie tylko wypłatę świadczeń finansowych, ale także dostęp do szerokiego pakietu usług – rehabilitacji, konsultacji medycznych, transportu medycznego czy wsparcia psychologicznego. Dzięki temu dziecko szybciej wraca do zdrowia, a rodzice mogą skupić się na opiece, nie martwiąc się o koszty i organizację.
Wychowanie w zdrowiu to także przygotowanie planu awaryjnego
Zdrowie dzieci to nie tylko dieta i ruch – to także odpowiedzialność rodziców za przygotowanie planu na sytuacje kryzysowe. WF w szkole jest elementem, którego nie należy lekceważyć. Ale równie ważne jest, by w domu istniał plan B – finansowe zabezpieczenie na wypadek poważnej choroby czy kontuzji.
Rodzice, którzy dbają zarówno o codzienną aktywność, jak i o ubezpieczenie, pokazują swoim dzieciom, że troska o zdrowie to proces kompleksowy. To także ważna lekcja odpowiedzialności – dziecko uczy się, że bezpieczeństwo nie jest dziełem przypadku, ale wynikiem mądrych i przemyślanych decyzji.
Profilaktyka i polisa – duet, który chroni
Rezygnacja z WF-u może wydawać się drobiazgiem, ale w dalszej perspektywie kształtuje nawyki całego pokolenia. Wychowanie w zdrowiu to równowaga – codzienny ruch, zdrowa dieta i przygotowanie na nieprzewidziane wydarzenia. Tylko połączenie profilaktyki z odpowiednim zabezpieczeniem w postaci ubezpieczenia daje rodzicom pewność, że robią wszystko, co możliwe, by ich dzieci dorastały w zdrowiu i poczuciu bezpieczeństwa.
Więcej informacji na temat jak aktywnie spędzać czas z dzieckiem i dbać o jego zdrowie znajdziecie w tym artykule na stronie Warty.



]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/089fc6b7ab109bb87263295889d46c1f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/089fc6b7ab109bb87263295889d46c1f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296183,ta-kwota-wyjasnia-czemu-kobiety-nie-chca-zwiazkow-panowie-naprawde-wstyd</guid><link>https://dadhero.pl/296183,ta-kwota-wyjasnia-czemu-kobiety-nie-chca-zwiazkow-panowie-naprawde-wstyd</link><pubDate>Wed, 13 Aug 2025 16:05:49 +0200</pubDate><title>Te kwoty wyjaśniają, czemu kobiety nie chcą związków. Panowie, to naprawdę wstyd</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/4cf061e19211c417dc290faed95afa82,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ostatnio często słyszę narzekania na kobiety. Że stały się wymagające wobec mężczyzn, nie chcą stałych związków, a już rodzenie dzieci w ogóle im nie w głowie. "Równouprawnienie weszło za mocno" – mówią krytycy. Jak naprawdę wygląda to równouprawnienie, pokazują kwoty opublikowane przez GUS. Są jak czerwona kartka dla facetów.

Czeka nas koniec świata. A na pewno koniec takiej Polski, jaką znamy. Bo nie może być inaczej, skoro mężczyźni chcą mieć dzieci, ale nie chcą tego kobiety. A że nie chcą, to pokazał niedawny raport "Stan młodych 2025". 
Wynika z niego, że więcej młodych mężczyzn niż młodych kobiet chce i planuje mieć dzieci. I to sporo więcej. Plany rodzicielskie ma ponad połowa (54 proc.) chłopaków w wieku 18-19 lat i tylko co trzecia (36 proc.) dziewczyna. Zaskakujące, bo od pokoleń przywykliśmy do tego, że to kobiety bardziej pragną być matkami niż mężczyźni ojcami.
Czemu kobiety nie chcą związków? Ta kwota sporo wyjaśnia
Co się zatem stało z nastoletnimi Polkami? Czy rzeczywiście równouprawnienie pomieszało im w głowach? Czy masowo zatraciły instynkt macierzyński i postanowiły ostentacyjnie zostać "bezdzietnymi lambadziarami", jak to tłumaczą" rozgoryczeni pseudo eksperci z Facebooka.
Ja bym szukał wyjaśnienia gdzie indziej. A dokładnie w danych GUS, który niedawno oszacował wartość podstawowe prac wykonywanych w domu. Chodziło o takie czynności, jak robienie prania, gotowanie, sprzątanie, robienie zakupów, opieka nad dziećmi i osobami chorymi czy starszymi, drobne remonty w mieszkaniu czy naprawy sprzętów domowych.
Z wyliczeń wynika, że w 2023 roku roku wszyscy Polacy wykonali w swoich domach pracę o łącznej wartości około 2,6 biliona złotych. Imponująca kwota. Ale GUS na tym nie poprzestał. Urzędnicy podzielili tę kwotę na wszystkich dorosłych Polaków i w tem sposób ustalili, ile wynosi wartość prac domowych jednej osoby. Ale zrobili to z podziałem na kobiety i mężczyzn.
Co wyszło? "Średnia miesięczna wartość pracy domowej w 2023 r. wynosiła 4726 zł 53 gr w przeliczeniu na jedną kobietę oraz 3035 zł 11 gr w przeliczeniu na jednego mężczyznę" – czytamy w raporcie GUS. Widać wyraźnie, że gdyby za wykonywanie obowiązków domowych ktoś nam płacił, to kobiety dostawałyby więcej o prawie 1700 zł. Bo znacznie więcej robią.
Domowe obowiązki to wciąż głównie obowiązki kobiet
Tak właśnie w Polsce mityczne równouprawnienie. Kobiety odwalają w domach znacznie więcej roboty niż ich partnerzy. I nie da się – jak jeszcze 50 lat temu – powiedzieć, że robią więcej w domu, bo nie pracują zawodowo. Pracują. A powrocie z pracy tyrają na drugim, domowym i darmowym etacie.
A dzieci na to patrzą. I widzą, że obowiązki związane z codziennym prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci spadają raczej na kobiety niż na mężczyzn. Może dlatego te 18- i 19-letnie dziewczyny wcale nie kwapią się do tego, żeby mieć dzieci. Bo widzą, że to głównie będą miały przy tym więcej roboty niż ich partnerzy.
A skoro nastoletnie dziewczyny widzą, że z tym podziałem obowiązków jest coś nie tak, to ich rówieśnicy też powinni to widzieć. Podobnie jak starsi mężczyźni. I po prostu wziąć się do roboty, żeby wyrównać tę rażącą dysproporcję.
Bo jak faceci nie zaczną bardziej angażować się w obowiązki domowe, to może nie skończy się ani świat, ani nawet Polska, jaką znamy. Ale na pewno skończy się cierpliwość kobiet. Ona już ewidentnie jest na wyczerpaniu.
Źródło: GUS
]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/4cf061e19211c417dc290faed95afa82,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/4cf061e19211c417dc290faed95afa82,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Służąca&quot; sprząta, a &quot;pan i władca&quot; na kanapie – to wciąż popularna u nas zasada &quot;podziału&quot; obowiązków.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296186,ojciec-to-u-nas-wciaz-gorszy-rodzic-dowodem-atak-matek-na-marcina-hakiela</guid><link>https://dadhero.pl/296186,ojciec-to-u-nas-wciaz-gorszy-rodzic-dowodem-atak-matek-na-marcina-hakiela</link><pubDate>Tue, 12 Aug 2025 16:15:38 +0200</pubDate><title>Ojciec to u nas wciąż gorszy i głupszy rodzic. Dowodem atak matek na Marcina Hakiela</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/acd5cfc9903f8b3cf1f213ffa83944e2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niewiele dziś trzeba, by zasłużyć na opinię złego rodzica. W przypadku facetów to właściwie wystarczy wyjść z dzieckiem, by się dowiedzieć, że coś robisz nie tak. Przekonał się o tym Marcin Hakiel. Wrzucił do sieci krótkie nagranie z synkiem i mógł przeczytać w komentarzach, że niszczy dziecku kręgosłup.

Małe turystyczne krzesełko ustawione w morzu, a na nim kilkumiesięczny Romeo. Patrzy w morze i wybucha śmiechem, gdy fale obmywają mu stópki. To wszystko, co widać na filmiku opublikowanym na Instagramie przez Marcina Hakiela.
Posadził syna na krzesełku i się zaczęło. Matki wiedzą lepiej
Filmiku, który wywołał lawinę krytycznych komentarzy. Co ciekawe, tancerzowi nie oberwało się za to, że po raz kolejny pokazał twarz swojego synka. Takie komentarze, zwłaszcza wyrażone z troską, byłyby jeszcze uzasadnione, bo sharenting jest naprawdę niebezpieczny. Krytyka dotyczyła sadzania dziecka na wspomnianym krzesełku. 
"Dzieci, które nie siadają same, nie powinny być sadzane. Szanujmy ich kręgosłupy" – napisała jedna z internautek. "To wygląda niewygodnie i niezdrowo dla kręgosłupa" – wtórowała jej kolejna. Jeszcze inna dodała: "No to właśnie rodzic jest po to, żeby chronić dziecko, a nie narażać, wiadomo, że tutaj jest posadzony niepotrzebnie w ten sposób".
Czy Hakiel popełnił błąd, sadzając ośmiomiesięczne dziecko na krzesełku? Nie wiem, nie jestem pediatrą. A nawet gdybym był, to przed wyrażeniem swojej opinii sprawdziłbym, czy Romeo rzeczywiście nie siada już samodzielnie. Bo niektóre dzieci w tym wieku już to potrafią.
Autorki krytycznych komentarzy takiego pytania nie zadają. One wiedzą. Nie wiem skąd, ale wiedzą, że Romeo na pewno jeszcze nie siada. A zatem Hakiel, który posadził go na krzesełku, jest nieodpowiedzialny. Przez jego bezmyślność może ucierpieć kręgosłup malucha. 
Ojciec to łatwy cel
Dlaczego Hakielowi się oberwało? I dlaczego krytykowały go wyłącznie kobiety? Bo jest ojcem. A ojcom łatwiej dowalić, bo wiadomo – są gorszymi rodzicami, nie mają tego naturalnego instynktu, jak matki, więc nawet jak się starają, to i tak coś spieprzą. Dlatego trzeba ich pouczać.
Paniom, które pokusiły się o te oceny, nie przyszło do głowy, że Hakiel nie jest debiutantem w roli ojca. Ma już 16-letniego syna i 12-letnią córkę. Można więc zakładać, że coś o opiece nad dziećmi wie, skoro razem z byłą żoną wychował dwójkę i nie zrobił im krzywdy bezmyślnymi działaniami.
Ja wiem, że opinia, która ciągnie się za ojcami, jest po trosze uzasadniona. Wiele pokoleń facetów pracowało na to, by utarło się przekonanie, że facet z dzieckiem sobie nie poradzi. A i dziś wielu ojców swoim zachowaniem potwierdza ten stereotyp.
Ale to jeszcze nie powód, by wszystkich mierzyć jedną miarą. I każdemu ojcu zarzucać, że się nie zna, nie ogarnia i musi zmienić swoje metody, bo szkodzi dziecku. Szkoda, że zapominają o tym przede wszystkim matki, które przecież domagają się, by faceci w końcu je odciążyli.





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/acd5cfc9903f8b3cf1f213ffa83944e2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/acd5cfc9903f8b3cf1f213ffa83944e2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Marcin Hakiel i jego partnerka Dominika Serowska zostali rodzicami małego Romeo w grudniu 2024 roku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296093,5-filmow-ktore-motywuja-do-zyciowej-rewolucji-nawet-jesli-boisz-sie-zmian</guid><link>https://dadhero.pl/296093,5-filmow-ktore-motywuja-do-zyciowej-rewolucji-nawet-jesli-boisz-sie-zmian</link><pubDate>Sat, 02 Aug 2025 14:00:01 +0200</pubDate><title>5 filmów, które motywują do życiowej rewolucji. Nawet jeśli boisz się zmian</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/24b4961f72fdc5303111739050222699,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Urlop to fajny czas. Można zapomnieć o obowiązkach, oddać się pasjom i przyjemnościom albo po prostu nie robić nic. Takie zwolnienie obrotów często sprawia, że przypominamy sobie o dawnych, niezrealizowanych planach. Masz właśnie takie myśli? No to obejrzyj te filmy. Mogą sprawić, że w końcu się ruszysz. I zamiast marzyć, zaczniesz działać.

"A może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady". Takie myśli przychodzą do głowy nie tylko wtedy, gdy jesteśmy przemęczeni i sfrustrowani. Pragnienie zmiany często pojawia się też w chwilach, gdy zwalniamy tempo i mamy w końcu czas dla siebie. 
Koniec wymówek. Te filmy sprawią, że odważysz się zmienić swoje życie
Właśnie w takich momentach  przypominają się nam dawne marzenia, niezrealizowane plany, pomysły na życiową rewolucję. Brakuje tylko odwagi, by w końcu powiedzieć: "A co mi szkodzi, spróbuję, bo jak nie teraz, to kiedy!”.
Takiej odwagi nie brakowało bohaterom tych filmów. Jeśli więc chcesz wzmocnić swoje postanowienie dokonania życiowej rewolucji i uwierzyć, że naprawdę się da, to polecam wykorzystać urlop na seans. Którąkolwiek z tych produkcji wybierzesz, na pewno po seansie poczujesz moc.
1. "Skazani na Shawshank"
Jeden z najlepszych filmów w historii kina. I najlepszy zastrzyk nadziei na to, że da znaleźć wyjście z najgorszej sytuacji. Andy Dufresne (w tej roli Tim Robbins) teoretycznie nie ma prawa marzyć o lepszym życiu. Odsiaduje dożywocie w więzieniu, z którego nie da się uciec.
Ale Andy wbrew wszystkiemu nie traci nadziei na to, że opuści mury Shawshank i zacznie normalne życie. I nie poprzestaje na marzeniach. Dzień po dniu, krok po kroku działa, by odzyskać upragnioną wolność.

                    
                
2. "Nietykalni"
Oparta o faktach opowieść o przyjaźni dwóch facetów, którzy teoretycznie nie mieli prawa się zaprzyjaźnić. Bo Philippe (w tej roli Francois Cluzet) jest przebogatym arystokratą, a Driss (Omar Sy) przestępcą, który właśnie wyszedł z więzienia. Łączy ich tylko to, że mieszkają w tym samym mieście i mówią tym samym językiem.
Mężczyźni z dwóch różnych światów poznają się, bo Driss szuka pracy, a Philippe, który jest sparaliżowany, potrzebuje opiekuna. Obaj dostają znacznie więcej. Zyskują przyjaźń i okazję do tego, by totalnie odmienić swoje życie.
3. "Sekretne życie Waltera Mitty"
Tytułowy Walter (w tej roli Ben Stiller) ma monotonną pracę, za którą nie przepada. Ma też mnóstwo marzeń, ale boi się, żeby przynajmniej spróbować je spełnić. W efekcie wiedzie nudne życie, a każdy kolejny dzień wygląda tak, jak poprzednie.
Do zmiany zmusza go życie. Może stracić pracę, jeśli nie wykona pewnego zadania. Żeby to zrobić, musi wyruszyć w trudną podróż. Jaki będzie jej finał? Tego nie zdradzę. Powiem tylko, że przeżycia Waltera są naprawdę inspirujące.

                    
                4. "Babcie"
Joe (w tej roli Vince Vaughn) pracuje w nowojorskiej zajezdni autobusowej. I pewnie pracowałby tam do emerytury, gdyby nie śmierć jego ukochanej mamy. Mamy, która kojarzy mu się z miłością, ciepłem i pysznymi posiłkami.
Oprócz pieniędzy, Joe w spadku po mamie dostaje zeszyt z przepisami. I niezrealizowane marzenie o własnej restauracji. I choć nie ma wielkiego pojęcia o gotowaniu, a o prowadzeniu biznesu nie wie nic, to postanawia uruchomić własną restaurację. Wygląda jak przepis na klęskę. I pewnie tak by się to skończyło, gdyby nie tytułowe babcie.
5. "Billy Elliot"
Kiedy jesteś synem górnika i mieszkasz w małym miasteczku, w którym głównym pracodawcą jest kopalnia, to masz dość wąskie perspektywy na przyszłość. Niezależnie od tego, co lubisz i jaki masz talent, niemal pewne jest, że też zostaniesz górnikiem. A w wolne chwile będziesz spędzać z kumplami w knajpie.
Ale 11-letni Billy takiej przyszłości nie chce. Jego pasją jest balet. Jak łatwo się domyślić, łatwego życia nie ma. Z jego miłości do tańca szydzą wszyscy, na czele z ojcem. Ale prawdziwe marzenie nie tak łatwo zabić.

                    
                
]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/24b4961f72fdc5303111739050222699,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/24b4961f72fdc5303111739050222699,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">&quot;Babcie&quot; to ciepła komedia oparta na prawdziwej historii.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296177,to-jeden-z-wiekszych-problemow-mezczyzn-dotyka-zwlaszcza-tych-w-zwiazkach</guid><link>https://dadhero.pl/296177,to-jeden-z-wiekszych-problemow-mezczyzn-dotyka-zwlaszcza-tych-w-zwiazkach</link><pubDate>Fri, 01 Aug 2025 13:59:43 +0200</pubDate><title>To jeden z poważniejszych problemów polskich mężczyzn. Dotyka zwłaszcza tych w związkach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/946b6c627226ff2f9455c195c6639259,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie widać tego na ulicach i w tętniących życiem knajpkach. Nie widać też w social mediach, gdzie wszyscy pokazują swoje intensywne i barwne życie towarzyskie. Ale badania naukowe nie zostawiają złudzeń. Polaków zżera samotność. Zwłaszcza mężczyzn, którzy starannie to ukrywają, także przed swoimi partnerkami.

O tym, że mamy epidemię samotności, psycholodzy i socjolodzy mówią od dawna. Zwykle jednak jako przykład podają seniorów. Tymczasem nowe badanie pokazuje, że nie tylko ludzie starsi, którzy często całymi dniami nie mają się do kogo odezwać, czują się osamotnieni. Młodych też to dotyka, zwłaszcza mężczyzn, także tych w związkach.
Jeden z największych problemów Polaków. Zwłaszcza mężczyzn
Badanie, które ujawniło skalę samotności Polaków, przeprowadzili naukowcy z Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wykorzystali przy tym eksperymentalną metodę, bo w pierwszej fazie nie pytali wprost o poczucie samotności.
Uczestnicy – w sumie 3376 osób z całej Polski – mieli za zadanie wypełnienie ankiet, w których musieli opisać swój stan emocjonalny, więzi z bliskimi, zaangażowanie w relacje społeczne. Po przeanalizowaniu tych odpowiedzi badacze stwierdzili, że aż 61 proc. osób odczuwa samotność, a w przypadku 27 proc. to poczucie jest bardzo nasilone.
W drugiej fazie eksperymentu naukowcy odkryli już karty i zapytali uczestników wprost, komu dokucza samotność. I tu już nagle odsetek samotnych spadł niemal o połowę – twierdząco odpowiedziało 34 proc. ankietowanych, a 6,5 proc. stwierdziło, że osamotnienie jest bardzo dokuczliwe?
Problem, którego się wstydzimy
Która liczba – 61 czy 34 proc. – oddaje prawdziwą skalę samotności Polaków? Na tym właśnie polegał "podstęp" zastosowany przez wrocławskich naukowców. Bo oni chcieli sprawdzić nie tylko to, ilu ludzi cierpi na samotność, ale też ilu się do tego przyzna. 
"Samotność, choć coraz bardziej powszechna, jest jednym z najbardziej wypieranych stanów emocjonalnych. Ludzie nie przyznają się do niej, zwłaszcza gdy są pytani bezpośrednio" – stwierdził prof. Błażej Misiak, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego i jeden z autorów badania.
Odpowiedź na wcześniej postawione pytanie brzmi więc tak: w poczuciu samotności żyje aż 61 proc. Polaków. Ale tylko połowa z nich się do tego przyznaje. Reszta to ukrywa, bo się wstydzi, boi napiętnowania, nie chce mieć opinii "przegrywa".
Badanie zrobione przez zespół pod kierunkiem prof. Misiaka ujawniło jeszcze jedną prawdę. Choć samotność doskwiera zarówno kobietom, jak i mężczyznom, to ci drudzy bardzo rzadko się do tego przyznają. A właściwie starannie to ukrywają.
Wiąże się to z kulturowym stereotypem osoby silnej, samowystarczalnej i emocjonalnie stabilnej. Dodatkowo panowie częściej przejawiają cechy narcystyczne, co kłóci się z tradycyjnym wyobrażeniem osoby samotnej. Trudniej im też mówić o emocjach, ponieważ postrzegają to jako oznakę słabości" – wyjaśnił prof. Misiak.
Samotni, choć w związkach
Co ważne, dotyczy to także mężczyzn w stałych związkach. Oni do poczucia samotności nie przyznają się z jeszcze jednego powodu. Uważają, że byłoby to podważenie sensu związku, przyznanie się do kryzysu czy wręcz błędu przy wyborze partnerki.
Nie jest to tylko domena mężczyzn. Z dokładnie tego samego powodu poczucie samotności wypierają kobiety, które są w związkach. One też nie mogą się pogodzić z faktem, że choć żyją pod jednym dachem z bliską osobą, to dokucza im samotność. Dlatego wolą temu zaprzeczać.
Wnioski po badaniu prof. Misiak ma przygnębiające. "Zjawisko samotności może być większe niż dotychczas wskazywano, a jego niedoszacowanie oznacza, że problem staje się epidemią, którą wiele osób przeżywa w milczeniu" – stwierdził wrocławski badacz.
Źródło: umw.edu.pl





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/946b6c627226ff2f9455c195c6639259,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/946b6c627226ff2f9455c195c6639259,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Samotność odczuwa ponad 60 proc. Polaków. Ale wielu z nich nie chce się do tego przyznać.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296174,uczniowie-z-problemami-w-nauce-dostana-dodatkowe-zajecia-z-dala-od-szkoly</guid><link>https://dadhero.pl/296174,uczniowie-z-problemami-w-nauce-dostana-dodatkowe-zajecia-z-dala-od-szkoly</link><pubDate>Thu, 31 Jul 2025 16:23:22 +0200</pubDate><title>Uczniowie z trudnościami w nauce będą mieć dodatkowe zajęcia. Ale… z dala od szkoły</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/a3deca4b527439bb5f44ed9ae9d13b38,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gdy uczeń ma problem z jakimś przedmiotem, to nauczyciel często oferuje mu tzw. zajęcia wyrównawcze. I one nie znikną z polskich szkół. Pojawią się za to nowe zajęcia, inspirowane rozwiązaniami z Wielkiej Brytanii i Holandii. Będą prowadzone w miejscach, które nie kojarzą się ze szkołą – na stadionach, w halach sportowych i salach konferencyjnych.

Wszyscy przywykliśmy już do tego, że MEN co chwila zgłasza nowe pomysły, które mają ułatwić życie polskim uczniom. Uzbierało się tego sporo – od likwidacji prac domowych po planowane powołanie rzeczników praw uczniowskich.
Dodatkowe lekcje, ale nie w szkole i nie z nauczycielem
Teraz do tych starań o lepszy system edukacji włączyło się Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Resort ogłosił właśnie start nowego programu Playing for Success. Będą z niego mogli korzystać uczniowie, którzy mają trudności w nauce. "Jego celem jest podniesienie ich umiejętności podstawowych i poprawa wyników edukacyjnych" – informuje MFiPR.
Cel nie jest zaskakujący, ale sposób jego realizacji – owszem. Projekt polega bowiem na organizowaniu zajęć edukacyjnych, ale z dala od szkoły. Bo uczniom, zwłaszcza tym, którzy mają problemy w nauce, szkoła raczej nie kojarzy się dobrze. Z tego samego powodu zajęć nie będą prowadzić nauczyciele, ale edukatorzy i tutorzy.
"Każde zajęcia mają taką samą strukturę i zawierają wstępną dyskusję, część na pracę, przerwy i podsumowanie. Dorosłe osoby, np. tutorzy i tutorki czy trenerzy i trenerki, pełnią rolę mentorów i mentorek, pomagając dzieciom w wyznaczaniu i realizowaniu celów edukacyjnych" – czytamy w komunikacie ministerstwa.
Nauka matematyki na stadionie
Spotkania tutorów i edukatorów z uczniami mają się odbywać "w atrakcyjnych miejscach”, które nie kojarzą się ze szkolnymi realiami. Mają to być stadiony, hale i kluby sportowe, sale treningowe czy centra konferencyjne. 
"Poprzez udział w zajęciach prowadzonych przez edukatorów w środowisku pozaszkolnym, na przykład na stadionie czy w klubie sportowym, dzieci wzmacniają wiarę we własne możliwości, poprawiają wyniki w nauce, co motywuje je do dalszej edukacji" – stwierdziła wiceministra Monika Sikora. 
Jak zaznaczyła, zdecydowała się na wprowadzenie projektu Playing for Success w Polsce, bo to rozwiązanie sprawdza się w Wielkiej Brytanii i Holandii. Tam uczniowie, którzy mają problemy w szkole, "dokształcają się" na podobnych zajęciach już od kilku lat. I zyskują dzięki nim motywację, pewność siebie, a ostatecznie też lepsze wyniki w nauce.
Na razie dla nielicznych
Projekt Playing for Success w Polsce nie ruszy od razu w całej Polsce. To na razie pilotaż, który obejmie około 960 uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Zajęcia dla nich będą prowadzone w klubach sportowych. 
Zajęcia będą nadzorowane przez pedagogów z Instytutu Badań Edukacyjnych, którzy mają sprawdzić, czy ta metoda przynosi efekty. Jeśli się okaże, że takie "zajęcia wyrównawcze" na stadionach rzeczywiście pomagają się lepiej uczyć, to w kolejnym roku projekt obejmie większą grupę dzieci i nastolatków.
Źródło: Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej

]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/a3deca4b527439bb5f44ed9ae9d13b38,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/a3deca4b527439bb5f44ed9ae9d13b38,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Lekcje polskiego czy matematyki w klubie sportowym? Tak ma wyglądać nowy program edukacyjny rządu dla uczniów, którzy mają problemy w nauce.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296162,dwie-godziny-na-tiktoka-a-potem-blokada-tak-chca-walczyc-ze-smartfica</guid><link>https://dadhero.pl/296162,dwie-godziny-na-tiktoka-a-potem-blokada-tak-chca-walczyc-ze-smartfica</link><pubDate>Wed, 30 Jul 2025 09:23:49 +0200</pubDate><title>Po dwóch godzinach na TikToku,  automatycznie włączy im się blokada. Dzieciaki, koniec laby</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/2005cb2fb4889c44312584798bb6a99d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jak już walczyć z uzależnieniem dzieci od smartfonów i mediów społecznościowych, to na ostro. Tak uznał brytyjski rząd, który zamierza wprowadzić automatyczne blokady popularnych aplikacji. Ze Snapchata czy TikToka dzieci będą mogły korzystać dwie godziny dziennie. Po wyczerpaniu limitu specjalny system odetnie dostęp.

Wielka Brytania jest jednym z nielicznych europejskich krajów, w których nie wprowadzono odgórnego zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach. Podobnie jak w Polsce, decyzję w tej sprawie podejmują tam dyrektorzy i rady rodziców dyrektorom. 
Rząd bierze się za walkę ze "smartficą". Bedą limity dostępu
Teraz jednak tamtejszy rząd uznał, że ta swoboda przynosi fatalne skutki i chce wprowadzić ograniczenia. Znacznie poważniejsze niż ban na korzystanie ze smartfonów po przekroczeniu progu szkoły. 
Jak donosi dziennik "The Independent", brytyjski minister nauki i technologii Peter Kyle zaproponował wprowadzenie radykalnych środków walki z "kompulsywnym" korzystaniem ze smartfonów i social mediów przez dzieci i młodzież. Chce ich po prostu od nich odciąć. 
Pomysł jest prosty. Młodzi użytkownicy popularnych platform społecznościowych mieliby limit na korzystanie z każdej z nich – 2 godziny dziennie. Po wykorzystaniu tego czasu specjalny system uruchomi blokadę i aplikacja przestanie być aktywna. Na ponowny dostęp trzeba będzie czekać do kolejnego dnia. 
Można powiedzieć, że niewiele to da, bo dziecko po wykorzystaniu limitu na TikToku przerzuci się na Snapchata czy inną aplikację. Nie będzie to jednak takie proste. Plan ministra Kyle’a zakłada bowiem też wprowadzenie całkowitych zakazów w godzinach nocnych i w porze trwania zajęć w szkołach. 
Rośnie pokolenie cyfrowych zombie
To oznacza, że to "okienko" na używanie platform społecznościowych byłoby dość wąskie – trwałoby zaledwie kilka godzin na dobę. Dzieci, które korzystają z kilku platform, będą musiałby wybierać, żeby zmieścić się w tym czasie swobodnego dostępu. I to jest główny cel tego pomysłu – sprawić, by dzieci mniej czasu spędzały w sieci.
Powodem, dla którego liberalne dotąd władze Wielkiej Brytanii rozważają wprowadzenie tak surowych restrykcji, są nowe wyniki badań. Przytoczył je z resztą sam Peter Kyle, zaznaczając, że jest nimi przerażony. 
I trudno się dziwić, bo okazało się, że niemal połowa młodych Brytyjczyków spędza w internecie minimum 6 godzin dziennie, a co piąty ponad 8 godzin. Większość tego czasu zajmuje aktywność w mediach społecznościowych. Uczestniczący w tych badaniach nastolatkowie wprost przyznawali, że właściwie nie mają relacji w realu, bo wystarczają im te wirtualne.
O podjęcie radykalnych kroków już w lutym apelowali naukowcy z Uniwersytetu w Birmingham. Sprawdzili oni, jakie skutki przyniosło wprowadzenie zakazu korzystania ze smartfonów w 30 brytyjskich szkołach, które się na to zdecydowały.
Badanie wykazało, że o ile zakaz używania smartfonów nie wpłynął znacząco na wyniki w nauce, to poprawił jakość snu i dobrostan psychiczny uczniów. 
"Same zakazy nie wystarczą, aby poradzić sobie z negatywnym wpływem telefonów. Musimy zrobić coś więcej" – mówiła wówczas dr Victoria Goodyear, jedna z autorek badania. Zdaje się, że rząd posłuchał jej apelu. 
Źródło: "The Independent"






]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/2005cb2fb4889c44312584798bb6a99d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/2005cb2fb4889c44312584798bb6a99d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Niemal połowa brytyjskich nastolatków spędza w internecie aż 6 godzin dziennie. Rząd ma pomysł, jak to zmienić.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296150,tabele-alimentacyjne-rozwscieczyly-mezczyzn-panowie-serio-wam-nie-wstyd</guid><link>https://dadhero.pl/296150,tabele-alimentacyjne-rozwscieczyly-mezczyzn-panowie-serio-wam-nie-wstyd</link><pubDate>Tue, 29 Jul 2025 15:35:22 +0200</pubDate><title>Tabele alimentacyjne rozwścieczyły mężczyzn. Panowie, naprawdę wam nie wstyd? </title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/f7b4032bf0a1a4e28686a1660ffb8ec6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jedną z ostatnich ministerialnych decyzji Adama Bodnara była publikacja tzw. tablic alimentacyjnych. To wskazówka dla sędziów, czym się kierować, ustalając wysokość świadczeń na dziecko. Pomysł oburzył wielu mężczyzn. "Piekło ojców", "pętla na szyję" i "haracz na kosmetyczkę dla matki" – piszą. Śmiałe opinie jak na kraj mistrzów świata w unikaniu płacenia alimentów. 

"To niewiążące narzędzie pomocnicze, mające ułatwić orientację w typowych wysokościach alimentów. (…) Nie jest źródłem prawa ani nie wpływa automatycznie na wcześniej orzeczone alimenty". Tak o nowych tablicach alimentacyjnych napisało Ministerstwo Finansów.
Wyjaśnienie jest jednoznaczne. Kwoty podane w tabelach przygotowanych przez resort to nie jest sztywny "cennik". Sędziowie, owszem, mogą się nimi sugerować, ale nie muszą. Bo w każdej sprawie powinni indywidualnie oceniać sytuację osób, którym zasądzają alimenty.
"Kwoty wzięte z kosmosu"
To jednak nie pomogło. W komentarzach pod postem na facebookowym profilu ministerstwa rozpętała się burza. Większość komentarzy odnosi się do kwot podanych w tabeli – że są za wysokie, "wzięte z kosmosu" i nie uwzględniają możliwości finansowych Polaków.
Nastrojów nie uspokoiło też dodatkowe wyjaśnienie wiceszefowej resortu. "Tablice alimentacyjne mają pomagać, a nie wzbudzać kontrowersje. Dobro dziecka jest wartością nadrzędną, ale nie możemy pomijać głosu rodziców" – napisała Zuzanna Rudzińska-Bluszcz na platformie X. 
W odpowiedzi znów pojawiły się komentarze o "niekompetentnych urzędasach, którzy nie mają pojęcia, ile zarabiają ludzie". Padły też ironiczne komentarze, że ministerstwo powinno też zrobić tabele z karami finansowymi dla matek, które utrudniają ojcom kontakt z dzieckiem.
Takie głosy rzeczywiście można zrozumieć. Kwoty podane w tabelach nie są małe i rzeczywiście można dyskutować, czy to dobra podpowiedź dla sędziów. Można też zrozumieć rozżalenie mężczyzn, którym byłe partnerki uniemożliwiają spotkania z dziećmi, sprowadzając jedynie do roli "płatników alimentów".

"Założą ojcom pętle na szyje"
Nie sposób jednak pojąć komentarzy tych, którzy kwestionują nie tylko wysokość kwot, ale nawet samo stworzenie takich tabel. I uważają, że to początek "piekła mężczyzn". 
Bo, według niektórych, kobiety podstępnie wykorzystają te tabele do tego, by niszczyć byłych mężów. "Dziecko w Polsce to sposób na biznes dla kobiety i pętla na szyję mężczyzny, ojca” – napisał jeden z nich.
Podobnych komentarzy jest więcej. Padają sugestie, że kobiety się "dorobią" na byłych, bo dostaną więcej niż wynosi rzeczywisty koszt utrzymania dziecka. Faceci będą więc finansować swoim eks wizyty w spa i u kosmetyczki. 
Autorzy tych słów nie dostrzegają jednego szczegółu. Bo owszem, są mężczyźni, którzy wypruwają żyły, by zapłacić zbyt wysokie jak na ich możliwości alimenty, gdyż ich partnerki miały bardzo dobrych adwokatów, a sędzia wydał niesprawiedliwe orzeczenie. Sam takiego znam.
Ale liczba takich przypadków jest niczym w porównaniu z liczbą mężczyzn, którzy ani grosza nie dają na swoje dzieci. Według oficjalnych danych od płacenia alimentów uchyla się w Polsce 357 tysięcy rodziców. Tylko 6 proc. z nich to matki. Reszta nierzetelnych alimenciarzy to mężczyźni. A średni wysokość zaległości to aż 55 tys. zł.
W tej sytuacji pisanie o "sponsorowaniu spa byłym partnerkom" czy "niewolnictwie polskich ojców" brzmi jak słaby żart. Bo wiele kobiet nie dostaje od swoich byłych nie tylko bonusów na kosmetyczkę, ale nawet paru złotych na jedzenie dla dziecka. I właśnie to trzeba krytykować, a nie tabele alimentacyjne.
Źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości, Krajowy Rejestr Długów




]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/f7b4032bf0a1a4e28686a1660ffb8ec6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/f7b4032bf0a1a4e28686a1660ffb8ec6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sejmowy protest kobiet pod hasłem &quot;Alimenty nie przekrety , alimenty nie prezenty&#039;&#039;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296156,egzamin-na-prawo-jazdy-nie-tylko-w-word-rewolucyjna-pomysl-juz-w-sejmie</guid><link>https://dadhero.pl/296156,egzamin-na-prawo-jazdy-nie-tylko-w-word-rewolucyjna-pomysl-juz-w-sejmie</link><pubDate>Mon, 28 Jul 2025 14:26:36 +0200</pubDate><title>Egzamin na prawo jazdy nie tylko w WORD? Rewolucyjna propozycja już w Sejmie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/9d96a00c88ae1cb72ba653dab55b177a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Żeby zdobyć prawo jazdy, trzeba skończyć kurs, a potem zdać egzamin teoretyczny i praktyczny w jednym z Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Innego sposobu nie ma. Ale już wkrótce może będzie. W Sejmie pojawiła się bowiem petycja, której autor postuluje odebranie WORD-om monopolu na egzaminowanie kandydatów na kierowców.

Egzamin praktyczny nie w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, ale u instruktora szkoły jazdy albo w prywatnej firmie upoważnionej do sprawdzania umiejętności kierowców. To główne propozycje zawarte w petycji, która właśnie trafiła do Sejmu. W najbliższych tygodniach mają się nią zająć posłowie z Komisji do Spraw Petycji.
Egzamin na prawko w WORD albo... w szkole nauki jazdy
 Autor wniosku chce zmian, które śmiało można nazwać rewolucją. Albo "powrotem do przeszłości", czyli do czasów, kiedy egzaminy na prawo jazdy nie odbywały się w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego, bo ich po prostu nie było.
W petycji nie ma propozycji likwidacji WORD-ów, a jedynie odebrania im "wyłączności na przeprowadzenie egzaminów praktycznych na prawo jazdy". Ich monopol miałby zastąpić system licencjonowanych egzaminatorów zewnętrznych, działających niezależnie od struktur WORD.
To nie wszystko. Zmiany w przepisach, których domaga się autor petycji, miałyby polegać również na tym, by egzaminy prowadziły certyfikowane szkoły nauki jazdy. Same egzamin miałyby być w pełni nagrywane i monitorowane przez system GPS. 
A żeby nie było zaskoczeń, rząd musiałby ustalić i opublikować stałe trasy egzaminacyjne we wszystkich województwach. Każdy kursant jeszcze przed egzaminem miałby pewność, którędy będzie jechał, a egzaminator nie mógłby decydować o zmianach.
Egzaminy na prawko łamią Konstytucję
Autor petycji nie podał nazwiska. Podał jednak cały szereg powodów, dla których wspomniane zmiany są jego zdaniem konieczne. Pierwszy jest taki, że dziś WORD-y mają wyłączność na organizację egzaminów. Są więc monopolistami, a to narusza wolność gospodarczą.
Drugi argument jest jeszcze mocniejszy. Zdaniem autora petycji obecny system egzaminowania kandydatów na kierowców łamie zapisaną w Konstytucji zasadę równości wszystkich obywateli wobec prawa. 
A to dlatego, że "mieszkańcy mniejszych miejscowości i regionów słabiej skomunikowanych mają utrudniony dostęp do egzaminów ze względu na mniejszą liczbę dostępnych terminów oraz większe odległości do ośrodków egzaminacyjnych".
Autor petycji twierdzi też, że obecne procedury egzaminacyjne są nieprzejrzyste. "Trasy egzaminacyjne nie są jawne, nie są publikowane i nie są jednolicie dostępne w skali kraju. Kandydaci nie mają żadnej gwarancji, że będą egzaminowani według tych samych kryteriów lokalizacyjnych, ani możliwości zapoznania się z przykładowymi trasami przed egzaminem" – czytamy w petycji. 
Są też inne luki prawne. Dotyczą one sytuacji, gdy kandydat obleje egzamin. "Nie ma ustawowego limitu oczekiwania na kolejne podejścia ani procedury odwoławczej w przypadku przydzielenia obywatelowi odległego terminu. Obywatel nie ma możliwości zakwestionowania warunków egzaminowania, co narusza zasadę przejrzystości, przewidywalności i ochrony prawnej" – wylicza twórca petycji.
Od razu podaje też gotowe rozwiązanie: "postuluję wprowadzenie ustawowego obowiązku wyznaczania terminu egzaminu praktycznego w ciągu maksymalnie 7 dni od zgłoszenia, a poprawkowego – nie później niż w ciągu 10 dni. Dla egzaminów teoretycznych termin nie powinien przekraczać 5 dni".
Krótsze kolejki, mniejszy stres zdających
Zniesienie monopolu WORD i wprowadzenie możliwości zdawania egzaminów w prywatnych ośrodkach albo licencjonowanych szkołach nauki jazdy przyniosłoby – według autora petycji – mnóstwo korzyści.
Najważniejsze z nich to skrócenie czasu oczekiwania na egzamin i ochrona zdających przed nadużyciami egzaminatorów. Korzyścią miałoby być też zwiększenie dostępności egzaminów w mniejszych miastach i gminach oraz zmniejszenie stresu i presji psychicznej kandydatów.
Nie wiadomo, kiedy sejmowa Komisja do Spraw Petycji zajmie się tym rewolucyjnym pomysłem. Kolejka wniosków do rozpatrzenia jest długa, więc ten wniosek będzie musiał zaczekać. O tym, czy obywatelska petycja ma szansę stać się początkiem zmian w prawie, dowiemy się najwcześniej jesienią.
Źródło: sejm.gov.pl





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/9d96a00c88ae1cb72ba653dab55b177a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/9d96a00c88ae1cb72ba653dab55b177a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Egzaminy na prawo jazdy dziś można zdawać tylko w Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. W Sejmie jest propozycja, która może to zmienić.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296126,matka-chciala-pomoc-corce-zdac-egzamin-jej-metody-lepiej-nie-nasladowac</guid><link>https://dadhero.pl/296126,matka-chciala-pomoc-corce-zdac-egzamin-jej-metody-lepiej-nie-nasladowac</link><pubDate>Wed, 23 Jul 2025 19:30:52 +0200</pubDate><title>Matka chciała pomóc córce w zdaniu egzaminów. Jej metody lepiej nie naśladować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/8770078bef9ca43ca8035367ae2aef67,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polscy uczniowie mają już spokój, bo CKE podała już zarówno wyniki egzaminu ósmoklasisty, jak i matur. Stres przeżywają za to uczniowie szkół średnich w Korei Południowej, gdzie trwa właśnie czas egzaminów. Jedna z uczennic na pewno nie zda. A wszystko przez matkę, która postanowiła pomóc. I włamała się do szkoły.

Matka nie działała sama. Jej wspólniczką była… nauczycielka prywatnej szkoły średniej w Andong. To właśnie w tej placówce uczyła się córka włamywaczki. Tam też przechowywano testy egzaminacyjne, które matka razem z nauczycielką chciały wykraść. 
Chciała tylko pomóc córce zdać. Czeka ją odsiadka 
Plan się nie powiódł. Chociaż w zmowie z kobietami działał pracownik szkoły, który miał im ułatwić wejście, coś poszło nie tak. Bo kiedy 4 lipca, tuż po pierwszej w nocy, włamywaczki weszły do budynku, natychmiast włączył się alarm.
Policja nie musiała szukać długo. Obie kobiety złapano jeszcze tego samego dnia. Do aresztu trafił też ich pomagier. Matka uczennicy została oskarżona o włamanie. Poważniejsze zarzuty usłyszała nauczycielka – oprócz włamania odpowie też za przyjmowanie łapówek.
I właśnie ten drugi zarzut wyjaśnia, dlaczego obie kobiety chciały wykraść testy egzaminacyjne. Śledztwo wykazało, że nauczycielka udzielała korepetycji wspomnianej nastolatce. A w Korei Południowej jest to zakazane. Dlatego kobieta, która dawała korepetycje własnej uczennicy, została oskarżona o korupcję.
Wszystko przez "ciśnienie na wyniki"
Najistotniejsze w całej sprawie jest jednak to, że uczennica miała świetne wyniki z języka angielskiego, czyli tego przedmiotu, którego uczyła oskarżona nauczycielka. I w tym się kryje motyw włamania. Obie panie chciały wykraść testy, żeby się upewnić, że dziewczyna na egzaminie poradzi sobie równie dobrze, jak radziła sobie na lekcjach.
Skutki są jednak odwrotne do zamiarów. Dziewczyny nie tylko nie dopuszczono do egzaminów, ale też wyrzucono ze szkoły. Do tego anulowano jej wyniki wszystkich egzaminów, które pisała w tej szkole w poprzednich latach. Policja podejrzewa bowiem, że dobre oceny były efektem wcześniejszych, udanych prób wykradania testów.
Cała sprawa ma drugie dno. W Korei od dawna mówi się o tym, że uczniowie są poddawani potwornej presji na wynik. Dlatego poziom stresu wśród nastolatków jest tam jednym z najwyższych na świecie. A że nie wszyscy sobie z tą presją radzą, to efektem są próby korumpowania nauczycieli czy – jak w tym przypadku – kradzieży testów egzaminacyjnych.
Źródło: BBC





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/8770078bef9ca43ca8035367ae2aef67,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/8770078bef9ca43ca8035367ae2aef67,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Policja aresztowała nauczycielkę i matkę uczennicy za włamanie do szkoły. Obie panie chciały wykraść testy egzaminacyjne.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296138,kierowcy-trzymajcie-sie-za-portfele-rzad-szykuje-nowy-bat</guid><link>https://dadhero.pl/296138,kierowcy-trzymajcie-sie-za-portfele-rzad-szykuje-nowy-bat</link><pubDate>Tue, 22 Jul 2025 22:50:37 +0200</pubDate><title>Kierowcy, trzymajcie się za portfele. Rząd szykuje nowy bat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/b67b84e825e53549f86a8f89fdfe962c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Z roku na rok przy polskich drogach jest coraz więcej fotoradarów. Ale ta metoda dyscyplinowania kierowców nie jest zbyt skuteczna – niemal połowa wykroczeń rejestrowanych przez urządzenia nie kończy się mandatem. Wkrótce to się jednak zmieni. Rząd szykuje przepisy, które sprawią, że uniknięcie zapłaty za zdjęcie z fotoradaru stanie się niemożliwe. 

Trudno znaleźć kierowce, który choć raz w życiu podczas jazdy autem nie zobaczył złowieszczego błysku fotoradaru. Łatwo za to znaleźć takich, którym mimo wpadki udało się nie zapłacić za takie "drogie zdjęcie". 
Zwolnij albo płać. Rząd ma nowy bat na kierowców. 
Powód jest prosty. Obecne przepisy dotyczące fotoradarów mają luki, dzięki którym można się wymigać od mandatu. Wystarczy nie odebrać listu z wezwaniem do wskazania, kto prowadził auto w chwili popełnienia wykroczenia. Albo wskazać kogoś, kto mieszka za granicą.
W wykorzystywaniu tych luk polscy kierowcy są bardzo skuteczni. Dowód? Z danych systemu CANARD wynika, że w 2023 roku fotoradary w Polsce zrobiły ponad 900 tysięcy zdjęć. Sprawcy 440 tys. z tych zarejestrowanych wykroczeń nie zapłacili jednak mandatu. Słowem, niemal połowa  (44,6 proc.) spraw trafiła do kosza.
Kiepskie statystyki ściągalności mandatów z fotoradarów zirytowały ministra infrastruktury. Efektem tej irytacji jest projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym. Zawarte w nim propozycje zmian mają sprawić, że kierowcy nie będą już mogli kombinować, gdy dostaną zdjęcie z fotoradaru.
Nowela, która trafiła już do wykazu prac legislacyjnych, zakłada m.in. kary finansowe za nieodbieranie listów od Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, czyli instytucji, która rozsyła zdjęcia z fotoradarów.
Wskaż sprawcę albo stracisz dowód
Mocno zmienią się też zasady wskazania, kto prowadził auto, gdy doszło do wykroczenia. Właściciel samochodu nie będzie już mógł podać zmyślonego imienia i nazwiska. Trzeba będzie wskazać pełne dane winowajcy – imię, nazwisko, adres zamieszkania, a do tego dołączyć... jego oświadczenie o wyrażeniu zgody na przyjęcie mandatu.
Jednym słowem to nie GITD będzie szukał sprawcy wykroczenia. Teraz będzie to obowiązek właściciela auta. To on będzie musiał nie tylko wskazać, kto kierował, ale jeszcze wydobyć przyznanie się do winy. Albo wskazać siebie jako sprawcę.
To nie koniec pomysłów na podniesienie skuteczności kontroli fotoradarowej. Ustawa zakłada też stworzenie "czarnej listy" samochodów, którymi dokonano wykroczenia, ale sprawcy nie udało się ustalić. Konsekwencje znów poniesie właściciel. Policja będzie mogła mu zabrać dowód rejestracyjny.
Brzmi to absurdalnie, bo przecież to nie samochód łamie przepisy, a kierowca. Ale ten zapis ma mobilizować właścicieli aut do tego, by wskazywali, kto jest na zdjęciu z fotoradaru. A jak tego nie zrobią, to stracą dowód rejestracyjny.
Ale żeby nie było tak, że nowe przepisy to wyłącznie kary, ministerstwo proponuje też "nagrodę pocieszenia". W projekcie nowelizacji przewidziano ulgi dla kierowców, którzy szybko przyznają się do winy i wyrażą ochotę do zapłacenia za zdjęcie z fotoradaru. Za szybkie opłacenie mandatu będzie zniżka – 25 proc.
Źródło: PAP





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/b67b84e825e53549f86a8f89fdfe962c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/b67b84e825e53549f86a8f89fdfe962c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowe przepisy mają sprawić, że kierowcom trudniej będzie się wymigać od mandatu za wykroczenie uwiecznione przez fotoradar.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296141,znany-trener-opiekuje-sie-chorym-bratem-szok-co-pisza-do-niego-matki</guid><link>https://dadhero.pl/296141,znany-trener-opiekuje-sie-chorym-bratem-szok-co-pisza-do-niego-matki</link><pubDate>Tue, 22 Jul 2025 21:44:19 +0200</pubDate><title>Znany trener pokazał, jak opiekuje się niepełnosprawnym bratem. Szok, co piszą do niego matki </title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/77249f426b2371bdd26a1a47b9b78337,1000,1000,0,0.jpeg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Młody mężczyzna, który każdą wolną chwilę poświęca ciężko choremu bratu, powinien liczyć na podziw. I rzeczywiście, Dominik "Mrozzo" Mrozowski w komentarzach pod swoimi postami może przeczytać, że jest bohaterem. Ale czyta też teksty o "podlewaniu rośliny" i "genetycznym ułomie". "Najgorsze, że piszą to inne matki. Kobiety, które też kochają".

"Sprawiam, że ludzie wyglądają lepiej". Tak reklamuje się w mediach społecznościowych Dominik Mrozowski. Chwytliwe hasło to zachęta do skorzystania z jego usług – "Mrozzo", były zawodnik MMA, pracuje bowiem jako trener personalny.
Ale prowadzenie treningów nie jest jego jedynym zajęciem. Mrozowski sporo czasu poświęca też na opiekę nad 18-letnim bratem. Igor ma porażenie mózgowe dziecięce i jest sparaliżowany. Trzeba go karmić, ubierać, myć. Jest w pełni zależny.
Pokazuje, jak zajmuje się chorym bratem. I obrywa za to od hejterów
"Mrozzo" opiekuje się bratem razem ze swoją mamą. I pokazuje w sieci, jak wygląda codzienne życie rodzin osób z niepełnosprawnościami. Nie po to, by się skarżyć czy zdobyć uznanie. Po prostu Igor to część życia Dominika, a nie temat tabu. "To, że jest w jakimś stopniu inny, nie znaczy, że mamy go ukrywać" – tłumaczy.
Dominik jest w pomaganiu bratu wytrwały. Ale ostatnio wyznał, że ma dość. Nie, nie ciężkiej pracy, jaką jest codzienna opieka nad chorym Igorem. Ma dość okrutnych komentarzy. Bo czyta, że musi "iść podlać roślinkę". Albo, że ma "usunąć siebie i tego genetycznego ułoma". Albo że jego mama powinna była usunąć ciążę lub oddać Igora zaraz po urodzeniu.
"Te komentarze, które zobaczyłem, zostaną mi w głowie na długo. Nie dlatego, że były brutalne. One były zimne. W nich nie było zwykłego hejtu. Był wyrok na chore dzieci. W tych słowach było jedno przesłanie: 'lepiej, żeby go nie było'. Dziecko zamienione w problem. W błąd, który komuś zepsuł życie" – napisał. 
Mrozowski w swoim poście wyznał, dlaczego postanowił publikować hejterskie komentarze. "Nie rozumiecie, jak to boli? Spróbujcie być matką. Matką, która całe noce nie śpi, bo jej dziecko płacze, dusi się, krztusi, ma napad albo gorączkę. Matką, która codziennie karmi, przewija, tuli, nosi. Matką, która walczy o uśmiech. A potem przeczyta, że to dziecko nie powinno istnieć" – napisał.
"Najgorsze, że piszą to matki"
Post Mrozowskiego pokazuje, że stało się z nami coś złego. Nami jako społeczeństwem. Bo przywykliśmy przecież do tego, że ludzka krzywda budzi empatię i chęć pomagania. Jesteśmy przecież narodem, który sprawia, że zbiórka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy rok w rok bije kolejne rekordy. A to przecież tylko jedna z wielu akcji charytatywnych. Bo na chore dzieci Polacy nie skąpią.
Dlatego tak szokujące jest to, że te same chore dzieci niektórzy tak ordynarnie hejtują. I nie robią tego bezmózgie osiłki. "Wiecie, co jest najgorsze? Że piszą to inne matki. Kobiety, które też kochają. Ale tylko wtedy, gdy dziecko jest zdrowe. Bo chore dziecko według nich 'zabiera życie'. One nie piszą tego z nienawiści. One naprawdę tak myślą” – zauważył w swoim poście "Mrozzo".
Dominikowi można postawić wirtualną kawę. Link jest pod postem. To właśnie to rozwścieczyło jedną z komentatorek, która uznała, że Mrozowski wykorzystuje brata do żerowania na innych i żebrania o pieniądze. Dlatego tym bardziej warto mu tę kawę kupić.
Źródło: https://www.facebook.com/mrozzotrenerpersonalny




]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/77249f426b2371bdd26a1a47b9b78337,1500,0,0,0.jpeg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/77249f426b2371bdd26a1a47b9b78337,1500,0,0,0.jpeg" medium="image"><media:title type="html">Dominik „Mrozzo&quot; Mrozowski pracuje jako trener personalny i opiekuje się też niepełnosprawnym bratem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296135,nie-tylko-cholera-gis-ostrzega-przed-kolejnymi-chorobami</guid><link>https://dadhero.pl/296135,nie-tylko-cholera-gis-ostrzega-przed-kolejnymi-chorobami</link><pubDate>Mon, 21 Jul 2025 23:10:49 +0200</pubDate><title>Nie tylko cholera. GIS ostrzega przed nieznanymi u nas chorobami. Są groźne zwłaszcza dla dzieci</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/6a8db3711ecff8dfe8fc5860bfc103ca,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od weekendu cała Polska żyje informacją o kobiecie, która trafiła do szpitala z objawami cholery. Informacja jest szokująca, bo tej choroby nie było w Polsce od lat. Niestety, takie sytuacje będą się powtarzać. Szef GIS twierdzi, że powinniśmy się przygotować na to, że w Polsce "pojawią się choroby, których do tej pory u nas nie było".

Kiedyś zabijała w ciągu roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi, dziś jest właściwie zapomniana. Cholera od lat nie powoduje u nas bowiem masowych zakażeń, a nawet pojedyncze przypadki zdarzają się niezwykle rzadko. 
GIS: Musimy się przygotować na nadejście nieznanych u nas chorób
Właśnie dlatego takie poruszenie wywołała informacja o mieszkance Stargardu, która prawdopodobnie zaraziła się cholerą. Informacja tym bardziej przerażająca, że kobieta nigdzie nie wyjeżdżała, więc nie mogła zarazić się w innym kraju. 
Lekarze opiekujący się pacjentką i służby sanitarne mają jednak dobre informacje. Mimo że cholera potrafi zabić w ciągu kilku godzin, życiu zarażonej kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo. A Polsce nie grozi epidemia. 
Na tym jednak optymistyczne wieści się kończą. Szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego, pytany o to, dlaczego nieznana już od ponad stu lat choroba znów dała o sobie znać, stwierdził, że to nie powinno nas zaskakiwać. 
"Musimy być przygotowani na to, że mogą się pojawić w Polsce choroby, których do tej pory u nas nie było. Zmienia się klimat, zmienia się świat, zmienia się otoczenie i musimy być na to też przygotowani" – powiedział dr Paweł Grzesiowski. 
Dotyczy to nie tylko chorób egzotycznych, ale też takich, które kiedyś zbierały w Polsce śmiertelne żniwo, ale zostały już wyeliminowane, m.in. dzięki szczepionkom.
Już się zaczęło
Ostrzeżenie dr Grzesiowskiego nie jest przesadzone. To, o czym powiedział, właściwie już się dzieje. W listopadzie ubiegłego roku podczas rutynowego badania warszawskich ścieków wykryto zmutowanego wirusa polio. 
Wywołuje on groźną, zwłaszcza dla dzieci, chorobę Heinego-Medina. Zapomnianą, bo dzięki szczepionce wirus został w Polsce całkowicie wyeliminowany.
Przypadek innej śmiertelnie groźnej dla dzieci choroby odkryto w marcu we Wrocławiu. Wtedy do jednego z wrocławskich szpitali trafił 6-latek chory na błonicę. Jak się okazało, rodzice nie zaszczepili go przeciwko tej – dawno już zapomnianej – chorobie. 
Brak szczepień nie przeszkodził im zabrać syna na wakacje na Zanzibarze. Chłopiec został wyleczony, na szczęście nikogo nie zaraził. A jego rodzice właśnie usłyszeli zarzuty prokuratorskie.
Mięsożerne bakterie w Bałtyku i afrykańskie kleszcze
Nieznaną dotąd, a pojawiającą się ostatnio chorobę, jest zarażenie bakteriami z grupy vibrio. Ich pojawienie się w Bałtyku to efekt ocieplenia klimatu. Do niedawna wody naszego morza były zbyt zimne, by te bakterie mogły się namnarzać. Ale teraz są coraz częstsze.
Dlaczego są niebezpieczne? Vibrio to bakterie mięsożerne. Wnikają do organizmu przez świeże rany – zadrapania i skaleczenia. A potem niszczą tkanki. W skrajnych przypadkach powodują sepsę i śmierć. 
W Polsce poważnych przypadków zakażeń jeszcze nie odnotowano, ale w Niemczech w skutek zakażenia vibrio zmarło już kilka osób. Bakterie są szczególnie groźne dla osób z obniżoną odpornością, przede wszystkim seniorów i dzieci. 
Na tym nie kończy się lista nieznanych bądź zapomnianych chorób, które nam zagrażają. W tamtym roku naukowcy z UW odkryli w naszym kraju kilka okazów afrykańskiego kleszcza z gatunku Hyalomma. 
Ten pajęczak jest znacznie groźniejszy od rodzimego gatunku kleszczy. Przenosi bowiem wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej, wirusa Zachodniego Nilu, wirusa wenezuelskiego zapalenia mózgu i wirusa afrykańskiego pomoru koni.
Przed chorobami, także tymi zapomnianymi czy nieznanymi, można się jednak chronić. Podstawowym środkiem jest higiena – zwłaszcza mycie rąk, ale też owoców i warzyw. Z kolei przed błonicą, polio i częstym w ostatnich latach krztuścem skutecznie chronią szczepionki.
Źródło: PAP





]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/6a8db3711ecff8dfe8fc5860bfc103ca,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/6a8db3711ecff8dfe8fc5860bfc103ca,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Trzeba się przygotować na nadejście chorób, których u nas nie było – ostrzega GIS.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296114,ke-wprowadzi-cyfrowy-dowod-tozsamosci-dla-dzieci-to-ma-byc-ban-na-tiktoka</guid><link>https://dadhero.pl/296114,ke-wprowadzi-cyfrowy-dowod-tozsamosci-dla-dzieci-to-ma-byc-ban-na-tiktoka</link><pubDate>Wed, 16 Jul 2025 16:49:48 +0200</pubDate><title>Unia wprowadziła cyfrowy dowód tożsamości dla dzieci. To ma być ban na TikToka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/f2914f9d9350fb879fe577405e2936f2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Komisja Europejska straciła cierpliwość do wymówek właścicieli TikToka, Instagrama i innych mediów społecznościowych. Zamiast po raz kolejny prosić, by lepiej sprawdzali wiek swoich użytkowników, wprowadzi cyfrowe dowody tożsamości dla dzieci. System ma automatycznie blokować dostęp do nieodpowiednich treści w sieci.

Najpierw TikTok, a potem też Facebook i Instagram. Wszystkie te trzy portale społecznościowe były w tamtym roku objęte śledztwem Komisji Europejskiej. Zarzuty? Stosowanie algorytmów, które służą do uzależnienia dzieci od tych serwisów i nieskuteczne weryfikowanie wieku.
Chcesz mieć TikToka, pokaż dowód
Ten drugi zarzut udowodnić łatwo. Choć większość popularnych portali społecznościowych ma w swoich regulaminach zapis, że trzeba skończyć 13 lat, by założyć konto, to nikt tego nie sprawdza podanych dat urodzenia. W efekcie konta na TikToku mają już nawet ośmioletnie dzieci.
Wielokrotne apele, a także kary finansowe nakładane za takie praktyki niewiele zmieniły. Dlatego Komisja Europejska postanowiła wymyślić własne rozwiązanie. Ma nim być "cyfrowy dowód osobisty" dla dzieci, czyli aplikacja do sprawdzania wieku.
System ma być wzorowany na Europejskim Portfelu Tożsamości Cyfrowej (eID). To aplikacja do przechowywania danych osobowych, która do końca przyszłego roku ma być wprowadzona do końca przyszłego roku. Będzie to taki unijny dowód osobisty dla dorosłych. Przy okazji powstanie też wersja dla dzieci. 
Jak to będzie działać?
Dane dziecka zapisane w takim cyfrowym dowodzie będą udostępniane administratorom platform społecznościowych. Oczywiście nie wszystkie – jedynie data urodzenia. Administratorzy, mając informację o wieku dziecka, które chce sobie założyć profil, nie będą już mogli się tłumaczyć, że nie dało się tego zweryfikować.
Cyfrowy dowód tożsamości dla dzieci na razie ma być testowany w pięciu krajach Unii. Potem aplikacja trafi do wszystkich państw członkowskich. Ma się to stać do końca przyszłego roku. Nie będzie to jedyne narzędzie, które ma chronić nieletnich przed niewłaściwymi treściami.
Komisja zamierza też zaostrzyć unijne przepisy, które nakładają na właścicieli platform obowiązek ochrony nieletnich. Mają się tam znaleźć zapisy zobowiązujące ich do domyślnego ustawiania prywatności na najwyższy poziom, ograniczania ilości powiadomień, które przyciągają uwagę i uzależniają i ograniczenie stosowania algorytmów podsuwających dzieciom popularne, choć często nieodpowiednie treści.
Źródło: PAP


]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/f2914f9d9350fb879fe577405e2936f2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/f2914f9d9350fb879fe577405e2936f2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Unijny &quot;dowód osobisty&quot; ma uniemożliwić zakładanie kont na portalach społecznościowych dzieciom poniżej 13. roku życia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296105,gdynia-bedzie-wspierac-facetow-powstaje-tam-rada-ds-mezczyzn</guid><link>https://dadhero.pl/296105,gdynia-bedzie-wspierac-facetow-powstaje-tam-rada-ds-mezczyzn</link><pubDate>Mon, 14 Jul 2025 15:36:33 +0200</pubDate><title>Gdynia będzie wspierać facetów. Powstaje tam Rada ds. Mężczyzn – pierwsza w Polsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/d71498f3d3361cbc42896331dc640dd0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Współcześni mężczyźni zmagają się z wieloma problemami i powinni mieć miejsce, w którym będą mogli znaleźć wsparcie i inspiracje. Z takiego założenia wyszli urzędnicy gdyńskiego ratusza, którzy powołują właśnie Radę ds. Mężczyzn. Ma się składać z 20 osób i pomagać w sprawach związanych z ojcostwem, karierą, kryzysami psychicznymi czy zdrowiem.

Mieszkanki Gdyni swoją radę mają od marca, jesienią podobną będą mieli też mężczyźni z tego miasta. Tamtejszy Urząd Miasta po trwających prawie dwa miesiące konsultacjach uznał, że taki organ jest potrzebny. I właśnie ogłosił nabór zgłoszeń do pierwszej w Polsce Rady ds. Mężczyzn.
Gdynia chce wspierać facetów. Powołuje specjalną radę
Nowa rada będzie poruszać tematy związane z szeroko pojętą aktywnością społeczną mężczyzn. Mają ją tworzyć osoby w różnym wieku, z różnych środowisk i z różnymi bagażami doświadczeń" – powiedział w rozmowie PAP rzecznik Urzędu Miasta Gdyni Tomasz Złotoś.
Pomysł utworzenia rady, która będzie doradzać prezydentowi miasta, co można zrobić dla mężczyzn, zgłosiło lokalne Stowarzyszenie na Rzecz Chłopców i Mężczyzn. Inspiracją było to, że w marcu zaczęła działać Gdyńska Rada Kobiet. 
Podczas spotkań tego gremium omawiane są problemy, z jakimi zmagają się gdynianki, powstają też propozycje inicjatyw, które trafiają potem do urzędników. Działacze Stowarzyszenia na Rzecz Chłopców i Mężczyzn uznali, że skoro kobiety mogą wspierać się w ten sposób, to faceci też powinni i poprosili miasto o stworzenie własnej rady.
Czym będzie się zajmować jedyna w naszym kraju Rada ds. Mężczyzn? Jeden z inicjatorów jej powołania Marcin Chwiałkowski wyjaśnił, że na posiedzeniach będą omawiane inicjatywy dotyczące wspierania aktywnego ojcostwa, profilaktyki zdrowia, wsparcia w karierze zawodowej czy rozwiązywania problemów w związku.
"To szansa m.in. na zainicjowanie społecznych akcji czy aktywności związanych z męską częścią mieszkańców Gdyni, chociażby w kwestii ich dobrostanu psychicznego, ojcostwa czy edukacji. Na spotkaniach rady omawiane będą m.in. kwestie dotyczące roli społecznej mężczyzn, ich sytuacji zawodowej, przeciwdziałania wykluczeniu w różnych obszarach życia, równego traktowania i poprawy jakości życia" – zapowiedział Chwiałkowski .
Poszukiwani nie tylko mężczyźni
Rada ma zacząć obradować jesienią. Teraz miasto szuka chętnych do tego, by w niej zasiadać. Zgłaszać mogą się nie tylko mężczyźni i nie tylko z Gdyni. Najważniejsza jest chęć działania, znajomość problemów, z którymi zmagają się współcześni mężowie i ojcowie oraz doświadczenie w organizowaniu inicjatyw społecznych, przede wszystkim takich dla mężczyzn.
"Chcemy, aby rada łączyła osoby w różnym wieku z różnych środowisk, z różnymi poglądami, doświadczeniami życiowymi i perspektywą na męskie sprawy" – powiedział Chwiałkowski i dodał, że pierwsze pomysły już są, więc jak rada zacznie działać, to urzędnicy szybko dostaną propozycje gotowych inicjatyw dla mężczyzn.
Chłopakom z Gdyni gratulujemy odwagi i życzymy powodzenia. A tych z innych miast namawiamy do pójścia w ich ślady. Rada ds. mężczyzn w każdym mieście i gminie – to byłoby coś fantastycznego.
Źródło: PAP


]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/d71498f3d3361cbc42896331dc640dd0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/d71498f3d3361cbc42896331dc640dd0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gdyńska Rada ds. Mężczyzn ma zgłaszać urzędnikom pomysły działań wspierających facetów w sprawach związanych z wychowywaniem dzieci, dbaniem o zdrowie pracą i relacjami z partnerką</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296087,men-przykreca-srube-wagarowiczom-oto-maksymalna-liczba-nieobecnosci</guid><link>https://dadhero.pl/296087,men-przykreca-srube-wagarowiczom-oto-maksymalna-liczba-nieobecnosci</link><pubDate>Thu, 10 Jul 2025 13:25:55 +0200</pubDate><title>MEN przykręca śrubę wagarowiczom. Tyle nieobecności wystarczy, żeby nie zdać </title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/ca3f180ab5d225fa8929ec1be348e268,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Uczniowie mają wakacje i jeszcze przez ponad miesiąc nie muszą się martwić tym, co ich czeka w szkole. Nie wypoczywa za to to MEN, które co chwila ogłasza kolejne zmiany. Najnowsza nie ucieszy tych, którzy lubią wagarować. Znacznie zmniejszy się bowiem limit "dozwolonych" nieobecności na lekcjach.

Trudno znaleźć dziś ucznia, który nie zdał do następnej klasy tylko dlatego, że opuścił zbyt dużo zajęć z jakiegoś przedmiotu. Obecne przepisy są bowiem bardzo przyjazne wagarowiczom. Uczeń może w ciągu roku szkolnego odpuścić sobie nawet połowę lekcji bez usprawiedliwienia, a i tak nauczyciel nie ma prawa ukarać go powtarzaniem klasy.
Bat na wagarowiczów. Łatwiej będzie nie zdać za nieobecności
Te zbyt luźne przepisy nie podobają się ministrze Barbarze Nowackiej. "To jest ewenement na skalę światową. Dlatego zleciłam pracę nad taką zmianą, żeby tych nieusprawiedliwionych nieobecności mogło być znacznie mniej" ­– zapowiadała w kwietniu w Radiu Zet szefowa MEN. 
Prace nad tą zmianą właśnie się skończyły. Zaprezentowana przez MEN nowelizacja ustawy Prawo oświatowe zakłada, że limit dopuszczalnych nieobecności nieusprawiedliwionych zostanie obniżony z 50 proc. do 25 proc.
Oznacza to, że uczeń będzie mógł sobie pozwolić na opuszczenie bez usprawiedliwienia co czwartej lekcji z jakiegoś przedmiotu, a nie co drugiej lekcji, jak dotąd. Jeśli przekroczy ten limit, nauczyciel będzie mógł uznać, że nie ma podstaw, by takiemu delikwentowi wystawić ocenę na koniec roku. A to oznacza powtarzanie klasy.
Nowe limity, stare zasady
Nowe rygory, co podkreśla MEN, dotyczą tylko wagarów, czyli nieusprawiedliwionych nieobecności. Nie dotyczy to więc sytuacji, gdy dziecko opuściło lekcje z powodu choroby czy wyjazdu, który zgłosili i usprawiedliwili rodzice. Uczniowie, którym wagarowanie weszło w krew, będą musieli po prostu częściej prosić rodziców o ratunek.
Same zasady usprawiedliwień pozostaną bez zmian. MEN nie zamierza tego regulować osobnymi przepisami, o wszystkim nadal będą więc decydować zapisy w statutach i regulaminach szkół. Co więcej, uczniowie pełnoletni będą mogli sami usprawiedliwiać swoje nieobecności.
Obniżenie progu dozwolonych nieobecności to jedyny sposób MEN na walkę z wagarowiczami. Jakiś czas temu resort rozważał też wprowadzenie kar finansowych dla rodziców, którzy zabierają dziecko na wakacje w roku szkolnym. Ostatecznie z tego pomysłu się jednak wycofano.
Źródło: men.gov.pl, Radio Zet

]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/ca3f180ab5d225fa8929ec1be348e268,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/ca3f180ab5d225fa8929ec1be348e268,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chodzenie na wagary będzie mieć wkrótce ostrzejsze konsekwencje. MEN zaostrza limit doposzczalnych nieobecności.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296075,nie-udalo-sie-z-in-vitro-pomogla-ai-po-18-latach-staran-beda-miec-dziecko</guid><link>https://dadhero.pl/296075,nie-udalo-sie-z-in-vitro-pomogla-ai-po-18-latach-staran-beda-miec-dziecko</link><pubDate>Wed, 09 Jul 2025 09:34:15 +0200</pubDate><title>Nie udało się z in vitro, pomogła AI. Para po 18 latach starań będzie miała dziecko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/b0b8be193626197cdc5c6d2aa881a5bd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trzy plemniki. Tyle wystarczyło, by para, która od 18 lat bezskutecznych starań mogła w końcu usłyszeć od lekarzy upragnione słowa: "Będziecie mieć dziecko". Tę radosną wiadomość usłyszeli dzięki temu, że skorzystali z nowej metody STAR. To in vitro, ale nowej generacji, bo wykorzystuje sztuczną inteligencję.

Za pięć lat sztuczna inteligencja uzyska świadomość – ogłosił niedawno prezes In Postu Rafał Brzoska. Zanim jednak to się stanie (w co mocno wątpią eksperci), AI może pomóc wielu parom zostać rodzicami mimo problemów z płodnością.
Będą rodzicami po 18 latach starań. Zawdzięczają to AI
Dowodem na to, że sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować także tę sferę, jest historia pewnej pary ze Stanów Zjednoczonych. Bardzo zdeterminowanej. Starania o dziecko zaczęli bowiem 18 lat temu.
Szybko okazało się, że ich droga do rodzicielstwa nie będzie łatwa, bo u mężczyzny wykryto azoospermię. Mówiąc wprost, w jego nasieniu było bardzo mało plemników. Ta diagnoza oznaczała, że para nie ma szans na naturalne poczęcie. Zostało więc in vitro.
Ta metoda w ich przypadku też nie przyniosła upragnionych rezultatów. Wszystkie próby podejmowane w ciągu 18 lat w różnych klinikach leczenia niepłodności na całym świecie skończyły się fiaskiem. Para się jednak nie poddała i w tym roku zgłosiła się do Columbia University Fertility Center. Ta nowojorska placówka od niedawna stosuje nową metodę STAR, która korzysta z AI. 
Ta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Sztuczna inteligencja rozwiązała bowiem problem, z którym nie radzili sobie lekarze korzystający z tradycyjnej metody in vitro. Chodzi znalezienie w nasieniu plemników, które można wykorzystać do zapłodnienia.
STAR jak wykrywacz plemników
W nasieniu mężczyzn cierpiących na azoospermię plemników jest niewiele – nawet 100 milionów razy plemników niż u zdrowych. Dla specjalistów od in vitro to problem, bo w tak ubogiej próbce znaleźć odpowiednią liczbę plemników zdatnych do wykorzystania. 
Z tym, co jest kłopotem dla korzystających z mikroskopów lekarzy, poradziła sobie sztuczna inteligencja wykorzystywana w systemie STAR (Sperm Tracking and Recovery). Połączenie specjalnego mikroskopu z szybką kamerą robiącą ponad 8 milionów zdjęć na godzinę i technologią obrazowania sprawiło, pozwoliło wyśledzić, a potem wyizolować nieliczne plemniki. 
Gdy sztuczna inteligencja wykryła plemniki, których embriolodzy nie byli w stanie dostrzec pod mikroskopem, wszystko potoczyło się już gładko. Lekarze zapłodnili nimi komórki jajowe kobiety, a potem wszczepili jej zarodek. 
Jak informuje stacja CNN ciąża rozwija się prawidłowo, a poród planowany jest na grudzień. Dla pary, która 18 lat starała się o dziecko, będzie to na pewno najpiękniejszy świąteczny prezent w życiu. A ich historia może być inspiracją dla tych, którzy stracili już nadzieję, że zostaną rodzicami. Jak widać sztuczna inteligencja może wiele zmienić w tej kwestii.
Źródło: RMF FM, CNN 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/b0b8be193626197cdc5c6d2aa881a5bd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/b0b8be193626197cdc5c6d2aa881a5bd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wiele zabiegów w klinikach na całym świecie nie dało efektu. W zajściu w ciążę pomogła im dopiero sztuczna inteligencja.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296063,rozmawianie-z-chatbotami-to-nowy-trend-moze-byc-grozny-dla-zdrowia</guid><link>https://dadhero.pl/296063,rozmawianie-z-chatbotami-to-nowy-trend-moze-byc-grozny-dla-zdrowia</link><pubDate>Tue, 08 Jul 2025 11:41:57 +0200</pubDate><title>Rozmawianie ze sztuczną inteligencją to nowy trend. Psychiatra zdradził, co jest w nim najgorsze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/58bc9d02c5dee494b1008ce4c3907641,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sztuczna inteligencja z impetem wkroczyła w nasze życie. Coraz więcej ludzi korzysta z niej w pracy. Niektórzy poszli o krok dalej i zaczęli traktować chatboty jak partnerów do codziennych rozmów, a nawet kumpli, którym można się zwierzyć. Jeśli tak robisz, możesz mieć problem. Psychiatra zdradził, jakie jest największe niebezpieczeństwo.

O większości wynalazków, jakie stworzyła ludzkość, można powiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że bardzo ułatwiają życie. A druga – nieodpowiednio wykorzystywane mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku.
Tak się kończy "przyjaźń" z AI. Problemy gwarantowane
Najświeższym przykładem potwierdzającym tę regułę jest sztuczna inteligencja. Jej zalety odkrywa coraz więcej osób, których praca stała się o wiele łatwiejsza dzięki umiejętności promptowania. Ale coraz więcej ludzi pada też ofiarą nadmiernego zaufania do tego wynalazku.
O zagrożeniu, jakie niesie ze sobą niewłaściwe korzystanie z chatbotów, napisał amerykański portal Futurism, poświęcony nowoczesnym technologiom, w tym właśnie sztucznej inteligencji. 
Według serwisu coraz więcej ludzi używa ChatuGPT i tym podobnych narzędzi nie tylko do pracy. Ale nawiązuje też z nimi coś w rodzaju przyjacielskiej relacji lub traktuje jak terapeutę.
Taki sposób korzystaniu z chatbotów może być źródłem poważnych problemów psychicznych. Najbardziej rażącym przykładem opisanym przez serwis Futurism jest historia pewnego mężczyzny, który od pracy z ChatemGPT przeszedł do przyjaźni z tym narzędziem. Jak wyznała jego żona, długie godziny spędzone na dyskusjach z botem doprowadziły jej męża do psychozy.
Mężczyzna nie tylko schudł i przestał sypiać, w jego głowie zrodziła się myśl, że jest... geniuszem, który zmieni świat dzięki odkryciu nowych praw fizyki. Jego zaangażowanie w tę wizję doprowadziło do zwolnienia go z pracy. Ostatecznie trafił do szpitala psychiatrycznego.
Zdaniem kobiety przyczyną problemów jej męża było bezkrytyczne podejście do tego, co mówił mu ChatGPT. Podczas każdej konwersacji chatbot uprzejmie zgadzał się z teoriami mężczyzny i utwierdzał go w jego przekonaniach. "Ilekroć patrzyłam na ekran, widziałam tylko zgadzające się z moim mężem bzdurne teksty" – wyznała kobieta. 
Chatbot budzi zaufanie, na które nie zasługuje
To skrajny, ale niejedyny przypadek negatywnych skutków nadmiernego zaufania do chatbotów. Serwis Futurism dotarł do innych osób, których bliscy wpadli w pułapkę "przyjacielskiej relacji" ze sztuczną inteligencją.
 Ich opowieści kończą się podobnie. Traktowanie bota jak przyjaciela albo terapeutę zwykle kończyło się załamaniem psychicznym i koniecznością leczenia.
Według specjalistów przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że ChatGPT i tym podobne narzędzia są niezwykle "uprzejme". Nie potrafią odróżnić faktów od mitów, ale chętnie zgadzają się z użytkownikami. Nawet jeśli ci wypisują największe bzdury, które przeciętnie wykształcony człowiek skwitowałby pukaniem się w czoło. 
A to jest kuszące, bo przecież wielu z nas lubi słuchać tych, którzy się z nami zgadzają. I tak powstaje błędne koło. Człowiek wpisuje chatowi bzdurę czy teorię spiskową, chat swoją odpowiedzią go wspiera w słuszności tych twierdzeń. A stąd już prosta droga do tego, by mity czy urojenia wyparły poczucie rzeczywistości.
O tym, że to groźne, przekonany jest psychiatra Joseph Pierre z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Zapytany przez serwis Futurism o to, jakie największe zagrożenie niesie rozwój sztucznej inteligencji, nie wspomniał o tym, że odbierze ona pracę milionom ludzi. 
Jego zdaniem naprawdę niebezpieczne jest to, że wiele osób ślepo ufa chatbotom i nawiązuje z nimi osobistą relację.
Źródło: Futurism.com, RMF24

]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/58bc9d02c5dee494b1008ce4c3907641,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/58bc9d02c5dee494b1008ce4c3907641,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Traktowanie Chatu GPT jak przyjaciela czy terapeuty może być powodem poważnych zaburzeń psychicznych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296054,nadchodzi-rewolucja-w-przepisach-drogowych-wielu-kierowcow-straci-prawko</guid><link>https://dadhero.pl/296054,nadchodzi-rewolucja-w-przepisach-drogowych-wielu-kierowcow-straci-prawko</link><pubDate>Mon, 07 Jul 2025 14:47:05 +0200</pubDate><title>Nadchodzi rewolucja w przepisach drogowych. Wielu kierowców może stracić prawko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/4763ceec57c146c25079845e8b61ee99,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli lubisz od "depnąć" pedał gazu i zdarza ci się ignorować ograniczenia prędkości, to lepiej już teraz ucz się wolnej jazdy. Niedawna podwyżka mandatów to bowiem pikuś w porównaniu z tym, co szykuje rząd. Planowane kary są tak ostre, że za złamanie przepisów drogowych będzie można stracić spore pieniądze, prawo jazdy, a nawet wolność.

Rewolucję w przepisach wprowadzi zapowiadana od dłuższego czasu nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz kilku innych ustaw. Cały pakiet jest już gotowy i przeszedł konsultacje międzyresortowe. Teraz Ministerstwo Infrastruktury czeka na akceptację Komitetu do Spraw Europejskich, bo nowe przepisy muszą być zgodne z unijnym prawem.
Jedziesz za szybko – żegnaj się z prawkiem
Zmiany dotkną głównie tych kierowców, którzy lubią przycisnąć poza miastem. Takim, którzy przekroczą prędkość o 50 km/h na drodze jednojezdniowej, dziś grozi 1500 zł mandatu i 13 punktów karnych. Po zmianie przepisów mandat będzie najmniejszym zmartwieniem. Takiemu delikwentowi policja zatrzyma prawo jazdy na trzy miesiące. 
Inaczej mówiąc na rower będzie musiał przesiąść się kierowca, który na zwykłej drodze poza miastem rozpędzi się do 140 km/h. A nie są to przypadki rzadkie. Ze statystyk wynika, że aż 80 proc. wszystkich wypadków ma miejsce właśnie na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych. I to na takich drogach ginie najwięcej ludzi. Głównie z powodu nadmiernej prędkości.
Efekt wprowadzenia tego przepisu jest łatwy do przewidzenia. Z badań Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że niemal 80 proc. polskich kierowców przekracza dozwoloną prędkość poza obszarem zabudowanym. To oznacza, że ogromna większość naszych kierowców to potencjalni kandydaci do przymusowej przerwy od jazdy autem.
Mniej szans na redukcję punktów karnych
Prawo jazdy będzie też można łatwiej stracić z powodu kumulacji punktów. Dziś przepisy pozwalają kierowcom, którzy nałapali punktów zgłosić się na specjalne kursy i wykasować maksymalnie 6 "karniaków". 
Po zmianie takie "wymazywanie przewin" stanie się o wiele trudniejsze. Nowelizacja przewiduje bowiem, że kasowane będą jedynie punkty przyznane za mniej poważne wykroczenia. Za rażące złamanie przepisów pokuta nie będzie możliwa. 
Chodzi o takie popularne wykroczenia jak wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, przejechanie na czerwonym świetle czy przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym Za każde z nich można wyłapać dziś 15 punktów karnych. I to się nie zmieni. Zmieni się to, że nie będzie można ich sobie wykasować, zaliczając specjalny kurs w WORD.
Więzienie za brawurową jazdę
W nakładanie punktów karnych policja nie będzie się bawić w przypadku kierowców, którzy jeżdżą brawurowo i zdecydowanie za szybko. Nowe prawo przewiduje za takie wybryki na drodze karę więzienia – nawet do 5 lat. Taka sama kara będzie grozić za udział w nielegalnych wyścigach samochodowych.
Żeby dostać taki wyrok, wystarczy jechać 180 km/h na zwykłej drodze (gdzie jest ograniczenie prędkości do 90 km/h) albo ponad 210 km/h na autostradzie lub drodze ekspresowej. Sąd uzna taką jazdę za stworzenia zagrożenia bezpieczeństwa na drodze. A jeśli miłośnik prędkości spowoduje poważny wypadek śmiertelny, może usłyszeć wyrok nawet 10 lat więzienia.
Dużo bardziej rygorystyczne kary czekają też tych, którzy jeżdżą autem, choć nie mogą, bo mają zakaz prowadzenia pojazdów. Oprócz grzywny grozić im będzie także konfiskata auta. A jeśli, którzy zostaną złapani na jeżdżeniu bez uprawnień, ale za to na podwójnym gazie, na bank stracą samochód i trafią za kraty.
Prawo jazdy dla 17-latków 
Nowelizacja Prawa o ruchu drogowym to jednak nie tylko restrykcje i kary. Rząd postanowił też poluzować przepisy dotyczące granicy wieku, od którego można robić prawo jazdy. Po zmianach o uprawnienia będą mogli się starać 17-latkowie. 
Ale ci, którym uda się zdać egzamin, przez pół roku będą musieli jeździć pod nadzorem doświadczonego kierowcy w wieku minimum 25 lat. Początkujący kierowcy, niezależnie od wieku, będą się musieli mocno pilnować. Przepisy wprowadzają bowiem okres próbny – dwuletni dla tych, którzy zrobili prawo jazdy, mając więcej niż 18 lat oraz trzyletni dla siedemnastoletnich kierowców.
Na okresie próbnym nie będzie można jeździć po wypiciu choćby kropli alkoholu (limit 0,0 promila), przekraczać 50 km/h w obszarze zabudowanym, 80 km/h poza obszarem zabudowanym oraz 100 km/h na autostradzie i ekspresówce. Bardzo rygorystyczny będzie też limit punktów karnych. Po "zdobyciu" 12, młody kierowca będzie się musiał zgłosić na kurs doszkalający.
Ministerstwo Infrastruktury nie podało jeszcze terminu wejścia w życie nowych przepisów. Po wakacjach pakiet ustaw będzie głosowany w Senacie. Jeśli przejdzie, potrzebny będzie tylko podpis prezydenta. A to oznacza, że rewolucja w przepisach zacznie się najpóźniej w styczniu.
Źródło: Ministerstwo Infrastruktury, dziennik.pl




]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/4763ceec57c146c25079845e8b61ee99,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/4763ceec57c146c25079845e8b61ee99,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Po zmianie przepisów dla wielu kierowców spotkanie z drogówką będzie jednocześnie pożegnaniem z prawem jazdy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://dadhero.pl/296060,kolejny-kraj-wprowadza-zakaz-smartfonow-w-szkolach-powod-daje-do-myslenia</guid><link>https://dadhero.pl/296060,kolejny-kraj-wprowadza-zakaz-smartfonow-w-szkolach-powod-daje-do-myslenia</link><pubDate>Mon, 07 Jul 2025 14:30:08 +0200</pubDate><title>Kolejny kraj wprowadza zakaz smartfonów w szkołach. Powód daje do myślenia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.dadhero.pl/386e64450d551fb8f407af61c36b3ba0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 1 września w Portugalii będzie obowiązywał całkowity zakaz korzystania ze smartfonów w szkołach. To już dziewiętnasty kraj w Unii, który wprowadza takie przepisy. Kluczowe dla decyzji portugalskiego rządu okazało się jedno badanie. Wynika z niego, że w szkołach, które zabraniają smartfonów, jest znacznie mniej przypadków nękania i przemocy rówieśniczej.

Zapobieganie uzależnianiu dzieci od internetu i mediów społecznościowych,  chęć poprawy koncentracji i poprawa wyników w nauce. To główne powody, dla których rządy 18 państw Unii Europejskiej wprowadziły u siebie zakaz używania smartfonów w szkołach.
Portugalia wprowadza zakaz smartfonów. To ma pomóc walczyć z przemocą 
Wkrótce do tego grona dołączy też Portugalia. Władze tego kraju dotąd tylko zalecały dyrektorom szkół wprowadzanie ograniczeń w dostępie do telefonów. Teraz wprowadzają twardy zakaz. Powód tej decyzji jest jednak inny niż te podane wyżej.
Premier Luis Montenegro postanowił wprowadzić zakaz po tym, jak na jego biurko trafił raport z badania przeprowadzonego na zlecenie portugalskiego ministerstwa edukacji. Jego autorzy odwiedzili 230 szkół podstawowych i średnich, które na własną rękę zabroniły uczniom korzystania ze smartfonów. 
Okazało się, że ma to dobry wpływ na relacje między dziećmi podczas przerw. Poprawa jest najbardziej widoczna w gimnazjach. Raport stwierdza, że aż 86 proc. dyrektorów gimnazjów zauważyło, iż uczniowie na przerwach zaczęli się zachowywać inaczej. Jest znacznie mniej przypadków nękania i innych form przemocy, a relacje między uczniami są znacznie lepsze przerwach. 
I właśnie to najbardziej przekonało szefa portugalskiego rządu. Zarówno on, jak i tamtejsze ministerstwo edukacji liczą na to, że wprowadzenie zakazu w całym kraju doprowadzi do znaczącego spadku przypadków przemocy rówieśniczej w szkołach, zwłaszcza nękania.
Politycy mają też nadzieje, że nowy przepis, który zacznie obowiązywać już 1 września tego roku, przy okazji przyczyni się do poprawy koncentracji uczniów, a to z kolei przełoży się na lepsze wyniki w nauce. A do tego pomoże im w nawiązywaniu znajomości "w realu", a nie online.
W Polsce zakazu nie będzie
Badanie, które przekonało portugalskiego premiera, nie zawiera szczególnie odkrywczych danych. Podobne wnioski przyniósł też opublikowany niedawno u nas raport "Zatrzymać smartwicę". Jego autorzy przytoczyli statystyki Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego. 
Wynika z nich, że od chwili wprowadzenia zakazu w Norwegii, znacząco spadł tam poziom agresji wśród uczniów. A liczba przypadków przemocy rówieśniczej zmniejszyła się niemal o połowę. To przełożyło się na poprawę dobrostanu uczniów, bo liczba wizyt u specjalistów zdrowia psychicznego spadła o niemal 60 proc.
Polska na razie nie pójdzie ani w ślady Norwegii, ani Portugalii i pozostałych europejskich krajów, w których jest zakaz. Jedyne, co planuje nasze Ministerstwo Edukacji, to niewielka korekta przepisów. Pozwoli ona dyrektorom szkół wprowadzać zakaz korzystania ze smartfonów w swoich placówkach. 
Odgórnego, rządowego bana na smartfony w szkołach jednak nie będzie. Zamiast zakazywać, MEN chce pokazywać uczniom, jakie są negatywne skutki nadużywania telefonów, internetu i social mediów. Takie pogadanki mają się odbywać na lekcjach edukacji zdrowotnej.
Źródło: PAP

]]></description><media:thumbnail url="https://m.dadhero.pl/386e64450d551fb8f407af61c36b3ba0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.dadhero.pl/386e64450d551fb8f407af61c36b3ba0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Przerwa w towarzystwie smartfona to norma w polskich szkołach. Portugalscy uczniowie już takich przerw mieć nie będą.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
